Pacjenci o...

29.07.17

Dziendobry Panie Wojciechu.

Chciałam serdecznie podziekować za Hipnoterapię. Jest duża poprawa w samopoczuciu. Uspokoiłam się. Nabrałam więcej pewności siebie. Jest więcej radości we mnie. Zauważyli to domownicy i moja rodzina.

W grudniu jak będziemy w Polsce postaram Się pana odwiedzić.

Pozdrawiam serdecznie

Do zobaczenia

 
26.07.2017

Dzień dobry,

Może pamięta Pan Marcina z problemem alkoholowym? 23 lata, piegus :D. Był 3 x u Pana, miał chodzić codziennie ale zaniechał, nie dał rady psychicznie. Czy możliwe jest, że hipnoza zadziałała po czasie dopiero? Jak mózg się z tym osowoił, a raczej podświadomość ? Był u Pana w okolicach Świąt Bożego Narodzenia, wyrzucili go z pracy bo zaczął po pierwszej hipnozie mocniej pić alkohol. Pod koniec stycznia wzięliśmy sobie kotka, to był ostatni raz kiedy się napił. W ogóle cały styczeń był lepszy niż wcześniejsze miesiące. Teraz pracuje, załatwia swoje sprawy, jest mniej nerwowy, nie pije w ogóle, nie tyka nawet słodyczy z zawartością alkoholu. Co prawda zastosował sobie niealkoholowe używki, ale one go już nie bawią również. Zapytałam go jaka jest różnica? Kiedyś mówił, że tylko jedno piwo i kontroluje się przecież a teraz wie, że jak zacznie pić to nie skończy. Powiedział, że teraz DOTARŁO to do niego. Bliski znajomy Marcina jest w szoku. Jest w temacie hipnozy i twierdzi, że to jedyna możliwa opcja (która zadziałała). Zna go bardzo długo i mówi, że to nie jest możliwe tak przestać nagle... Mam nadzieję, że ten stan przetrwa długo :D .

Pozdrawiam serdecznie i dziękuję Panu za pomoc ! :)

 
26.07.2017

Witam serdecznie Panie Wojciechu,

minęło już kilka miesięcy od ostatniej sesji hipnoterapii u Pana i chciałabym się podzielić efektami terapii.

Głównym powodem był niepokój, stany depresyjne, zaburzenia w zachowaniu, problemy w nauce dziecka.

Dziś mogę śmiało powiedzieć, że efekty są spektakularne - chłopiec poprawił się w nauce.

Rozumie wszystko, czego się uczy. Jego stany (wręcz depresyjne) bardzo rzadko wracają - wcześniej był nastawiony negatywnie do wszystkiego. Był niezadowolony, nerwowy i smutny.

Dziś jest to radosne dziecko, nauka nie sprawia mu już problemu. Potrafi się skupić i zaczął rozmieć polecenia i zadania, które wcześniej sprawiały mu problem. Nie jest to już smutne i nerwowe dziecko. Reaguje spokojnie na różne stresowe sytuacje. Wszyscy, którzy znali sytuację rodzinną są w szoku, że po kilku sesjach jest tak wielka różnica w zachowaniu dziecka. Bez Pana pomocy nie poradzilibyśmy sobie z tym problemem.

Nauczyciele zauważyli różnicę - prosili, aby działać w ten sposób, ponieważ są widoczne efekty w nauce.

Jestem pełna podziwu Pana działań, które sprawiły, iż dziecko zaczęło się skupiać, być radosne i pozytywnie nastawione do świata. Na te stany składało się wiele zdarzeń z przeszłości, które dzięki Pana pomocy syn przepracował.

Mimo miłości, uwagi i pracy poświęconej dziecku nam nie udało się sprawić, aby było spokojne, radosne i skupione na nauce. Po sesjach u Pana wszystko się zmieniło.

Dziękujemy.

 
30.04.2016

Dzień dobry Panie Wojciechu, chciałbym podziękować za ogromną pomoc w pokonaniu mojego problemu z alkoholem.

Alkohol był częścią mojego życia od około 20 lat, ale po wizycie w Pańskim gabinecie 8 lat temu jestem wolnym człowiekiem.

Uwolnił mnie Pan od nałogu, alkohol stał się dla mnie obojętny.Wcześniej już kilkakrotnie próbowałem walki z nałogiem , ale to była walka zawsze przegrana.

Dzięki Panu wiem teraz, że alkohol można usunąć ze swojej głowy i życia skutecznie, wystarczy chcieć i odwiedzić Pana gabinet.

Jeszcze raz Panu dziękuję i pozdrawiam.

Rafał

 
04.11.2015

Mój nawyk palenia papierosów zaczął się już w szkole średniej. Na początku popalałem z kolegami na przerwach żeby było fajniej, żeby popuszczać kółeczka. Potem postanowiłem sam kupić pierwszą paczkę papierosów bo chciałem zapalić i w końcu nauczyć się puszczania tych kółek. Codziennie Przez ponad 9 lat trwała ta nauka. Wypalałem prawie całą paczkę dziennie. W końcu postanowiłem, że trzeba z tym skończyć i rzucić palenie bo to nic nie daje. Pieniądze lecą, kondycja coraz gorsza i ten specyficzny zapach ubrań, włosów, skóry. Niestety mój organizm ciągle przypominał o kolejnym papierosie po kolejnej nieudanej próbie rzucenia palenia. Od zawsze interesowała mnie tajemnica ludzkiego umysłu i działania na jego podświadomość i kiedy zbieg różnych okoliczności życiowych zaprowadził mnie do Pana Wojciecha Góreckiego, na początku nie bardzo chciałem w to uwierzyć, ze po kilku seansach tak od razu nie będę palił. Przecież tyle razy rzucałem palenie, to i teraz będzie tak samo. Wcześniej sporo słyszałem na temat praktyk Pana Wojciecha Góreckiego, przeczytałem również książki Prof. Marii Szulc. Dałem sobie ostatnią szansę, postanowiłem się przekonać czy faktycznie przy pomocy bioenergostymulacji można wyzbyć się złych nawyków. Zdecydowałem, że musze tego spróbować bo to moja ostatnia szansa na to, żeby nie palić. Położyłem się na łóżku, zamknąłem oczy i poddałem się tym czarom. Po odbytych kilku seansach dalej paliłem przez pewien czas. I kiedy już przestałem wierzyć, że kiedykolwiek będę wolnym człowiekiem od nałogów nagle okazało się ze już tydzień nie palę. Potem drugi i trzeci i tak aż do dziś. Wyobraźcie sobie: nie palę i jestem szczęśliwym posiadaczem czystych płuc. Przez ponad 8 lat drażni mnie zapach dymu tytoniowego i nie mam ochoty na papierosy. Wszystko dzięki Panu Góreckiemu, który przy pomocy sugestii sprawił, ze dziś nie chce mi się palić. Kiedyś myślałem, ze działanie na podświadomość ludzką to tylko bajka, którą można opowiadać na różne sposoby. Dziś wiem, że umiejętność uspokojenia naszego ciała oraz duszy, którą niewątpliwie posiada Pan Górecki jest tak bardzo potrzebna nam wszystkim w codziennym zabieganym świecie. Jego zdolności są nieocenione i jestem pełny podziwu za jego misję niesienia pomocy nie tylko palaczom ale również alkoholikom, narkomanom i innym ludziom dotkniętym schorzeniami sfery psychicznej. Serdecznie dziękuje panu Wojciechowi Góreckiemu, ze jest i nadal z taką chęcią pomaga nam wszystkim potrzebującym pomocy.

Ostatnio postanowiłem na nowo odwiedzić gabinet, tym razem w innej kwestii. Znów poczułem się nadzwyczaj dobrze, a moja chęć rozwoju osobistego o który poprosiłem nabrała zupełnie innego pędu.

Jeszcze raz bardzo dziękuje Panu Wojciechowi Góreckiemu.

 
04.11.2015

Panie Wojtku,

w imieniu swoim i moich bliskich, którzy z różnych przyczyn poddali się terapii w Pana gabinecie chciałbym serdecznie podziękować. Dziękuję serdecznie za serce, które Pan wkłada w pomoc każdemu z nas, za atmosferę jaką Pan tworzy i za cuda, które Pan czyni swoją pracą. Modlę się o to, żeby żył Pan jak najdłużej w zdrowiu i nadal pomagał ludziom, którzy tej pomocy u Pana szukają. Jest Pan Wielkim Człowiekiem

Oto moja historia…

Mój świat się zawalił, kiedy dotarło do mnie , że moja mama jest alkoholiczką… Przecież to już koniec… od tej strasznej choroby nie ma lekarstwa… Mijały lata, kolejne odwyki, które dawały przerwy w jej piciu tylko na czas hospitalizacji. Niszczyła siebie, nas i świat dookoła, bo po alkoholu była bardzo agresywna, a że piła cały czas to można tylko sobie wyobrazić co się działo....

Wszyscy byliśmy współuzależnieni i załamani swoją rodzinną tragedią. Mama żyła w typowym przekonaniu alkoholika, że wszyscy się na nią uwzięli, że nie ma problemów z piciem alkoholu, że pije bo chce, bo lubi, bo jest smutna, bo wesoła, bo jest okazja ale nie widziała tego, że wciąż pije i zalicza kolejne odwyki, więc coś jest na rzeczy. Byłam załamana patrząc jak sięga dna, jak staje się zaprzeczeniem wszystkich wartości, które nam, swoim dzieciom wpajała od najmłodszych lat, że mamy być dobrymi ludźmi szanującymi siebie i innych, że istnieje Bóg, który za wszystko nas kiedyś rozliczy, że rodzina jest najważniejsza. Od dziecka mam również w pamięci jej słowa, że alkohol to największy wróg człowieka, który prowadzi do upodlenia i nie ma lekarstwa na uzdrowienie. Nie rozumiałam jak wróg alkoholu, który dawał przestrogi swoim małym dzieciom po latach wylądował sam w szponach nałogu???

Nie mogłam pogodzić się z faktem nieskutecznych terapii odwykowych, w mojej głowie urodziła się myśl, że musi istnieć jakiś sposób lub placówka, która ma inne metody, niż te uznawane i refundowane przez państwo. Godzinami przekopywałam Internet z nadzieją na cud znalezienia takiego skutecznego miejsca i właśnie ta wiara spowodowała, że znalazłam stronę Pana Wojtka Góreckiego. Z zapartym tchem i w ekspresowym tempie zapoznałam się ze wszystkimi informacjami ze strony... zakupiłam wszystkie książki autorstwa Prof. Marii Szulc, które pochłonęłam jak gąbka wodę i wiedziałam, że mam jeden cel -sprawić, żeby moja mama poddała się terapii u Pana Wojtka. Nad przekonaniem jej pracowałam 5 lat ale w końcu udało się uczynić ten kolejny cud.

Początkowo oczywiście żadne prośby, groźby, rozmowy nie przynosiły rezultatów, więc zdecydowałam, że na początek zajmę się sobą i sama poddam się terapii u Pana Wojtka, terapii od nerwicy. Do dziś pamiętam kłębiące się myśli w mojej głowie zanim pierwszy raz nacisnęłam dzwonek do gabinetu. Pierwszą myślą była chęć ucieczki... na szczęście były to tylko myśli a nie czyny. Terapia była najwspanialszą rzeczą jaka mogła mnie w życiu spotkać, zyskałam równowagę psychiczną, pozbyłam się balastu, który mnie przygniatał przez wiele lat, poczułam, że otwieram skrzydła i dopiero zaczynam życie bez lęków i nerwicy z pozytywnym nastawieniem do świata, to trochę tak jakbym dostała niewidoczne "różowe okulary".

Jak już wspomniałam po 5 latach moich starań mama w końcu poddała się terapii antyalkoholowej u Pana Wojtka. Już po drugim dniu terapii z niedowierzaniem zaobserwowałam u niej wstręt i obrzydzenie przed zapachem alkoholu, którym zionął Pan siedzący obok niej w autobusie. To był pierwszy sygnał, że terapia już zaczęła działać i działa do dzisiaj a minęło już 8 lat.

Celem uspokojenia skołatanych nerwów po naszych rodzinnych przeżyciach terapii od nerwicy poddał się również mój brat i potem moja siostra. Cudownej mocy terapii zasmakowali również moi przyjaciele (w tym również mój mąż), którzy wspierali mnie w tych trudnych latach mojej walki o uzdrowienie mamy.

Z poważaniem

Pacjentka z podlaskiego

 
Magdalena K.,
Chicago, 19.07.2015

Witam Panie doktorze,

Chciałam się tylko pochwalić, że 8 sierpnia minie 4 miesiące od czasu jak w ogóle nie miałam alkoholu w ustach, a wszystko to dzięki Pana terapii.

Jestem z siebie nieprzeciętnie dumna, no i oczywiście cieszę się niesamowicie powodzeniem zabiegów i już szykuje się na przyszly rok na 5 utrwalających.

Życzę Panu dalszych sukcesów z pacjentami. Wiem, że jest ich coraz więcej, gdzyż dzisiejsze czasy narzucają nałóg, jako formę ucieczki od rzeczywistości, a niestety takich osób, jak Pan nie znam, więc przypuszczam, że z dnia na dzień ma Pan doktor więcej klientów. Ja oczywiście dam Panu znać ze dwa miesiące przed przyjazdem, kiedy bym chciała skorzystać z tych 5 utrwalających zabiegów.

A w między czasie, życzę samych sukcesów z innymi pacjentami oraz szczęścia w żcyiu osobistym. Pozdrawiam i raz jeszcze dziękuję.

 
Agnieszka, lat 41,
Warszawa, 28.06.2014

Składam najserdeczniejsze podziękowania Panu Wojciechowi Góreckiemu za trwałe uwolnienie mnie od uzależnienia od cukru, słodyczy i napojów typu cola. Słodycze towarzyszyły mi od dzieciństwa i stały się najlepszym pocieszycielem, reduktorem napięcia i stresu. Poza tym czekolada jest pyszna i... zawiera dużo magnezu i jak kłamliwie głoszą telewizyjne reklamy ma wpływ na łączenie ludzi i rodzin.Tak myślałam zanim przyszłam do gabinetu biostymulacji.

Dzięki terapii Pana Wojciecha Góreckiego zmieniłam swoje nastawienie, sposób myślenia i postrzegania świata, dlatego teraz cukier, słodycze i napoje typu cola przestały mnie interesować, choć nie zniknęły ze sklepowych półek, reklam i mojego domu.

Nie przeszkadza mi jak na ulicy inne osoby jedzą lody. Nie czuję się nieswojo w miejscach gdzie są sprzedawane słodycze, kawa z bitą śmietaną. Moi synowie w domu jedzą czekoladę albo lody, a ja potrafię stanowczo i energicznie powiedzieć ,,NIE, DZIĘKUJĘ. NIE MAM NA TO OCHOTY".

Odmawiając nie czuję się pokrzywdzona czy nieszczęśliwa, bo na etapie odmowy jestem w zgodzie ze sobą, a jednocześnie nie ranię tym nikogo. Jestem osobą, która od wielu lat boryka się z problemem dużej nadwagi i wynika ona nie tyle z błędów żywieniowych, ile jest również wynikiem chorób, które u mnie zdiagnozowano: niedoczynności tarczycy w przebiegu Choroby Hasihimoto, tzw. zespołu metabolicznego, wtórnej nadczynności przytarczyc, nawracających stanów depresyjnych. Mam również przewlekłą rzadką chorobę układu kostnego - Chorobę Pageta. Dodam, że uzależnienie od cukru i słodyczy uniemożliwiało mi zmniejszenie wagi. Stosowałam preparaty farmaceutyczne przepisane przez lekarzy, które miały zlikwidować apetyt na słodycze, ale nie przyniosły one pożądanego efektu.

Dopiero metoda biostymulacji zastosowana przez Pana Wojciecha Góreckiego sprawiła, że już po pierwszej sesji poczułam do słodyczy trudny do opisania wstręt... I sama byłam tym piorunującym efektem mile zaskoczona. Moi synowie również zauważyli zmianę w moim zachowaniu, gdy zaproponowali mi słodki poczęstunek.

Metoda biostymulacji ma wielką zaletę, bo może być stosowana równolegle z tradycyjną medycyną i tak się dzieje w moim przypadku. Jestem spokojniejsza, jem mniejsze porcje o stałych porach, wybieram produkty niskokaloryczne - warzywa, owoce, soki, a świadome wybory są dla mnie źródłem radości i motywacji. Myślę pozytywnie i jednocześnie zdaję sobie sprawę, że na długiej, czasem trudnej drodze do osiągnięcia sukcesu zawsze mogę liczyć na wsparcie Pana Wojciecha Góreckiego.

Powiedziałam Panu Wojciechowi, że jestem trudnym przypadkiem i jestem ogromnie wdzięczna, że zajął się mną jako pacjentką - troskliwie z wielkim spokojem i cierpliwością.

Osoby przewlekle chore, z wieloma problemami czują często opór przed tarapiami, że im nie pomogą. Każdy z nas ma prawo mieć obawy i najlepiej je skonsultować z lekarzem, tak jak ja to uczyniłam.

Z pewnością warto zapytać Pana Wojciecha Góreckiego, który spokojnie i jasno rozwieje wszelkie wątpliwości.

Pan Wojciech Górecki jest doskonałym psychologiem, wybitnym hipnologiem i doświadczonym terapeutą, który skutecznie pomógł bardzo wielu osobom.

Agnieszka

 
Ryszard,
Warszawa, 27.06.2014

Witam Panie Wojtku,

Byłem u Pana 10 lat temu na terapii przeciwalkoholowej. Od tamtej pory nie piłem alkoholu, nie mam natrętnych myśli o alkoholu, a tym samym chęci do picia. Byłem w tym czasie na sześciu weselach i świetnie się bawiłem bez alkoholu. Jestem szczęśliwym człowiekiem, doceniam taki stan.

Jeszcze raz bardzo Panu dziękuję za okazaną pomoc.

Ryszard

 
Agnieszka i Paweł,
23.05.2013

Panie Wojciechu  

Składamy Panu serdeczne podziękowania za odblokowanie psychiczne i tym samym możliwość zostania rodzicami. Trzy lata staraliśmy się z mężem o dziecko. Lekarze nie mogli ustalić przyczyny naszych problemów. Uznaliśmy zatem, że jesteśmy zablokowani psychicznie i postanowiliśmy skorzystać z metody hipnoterapii, którą oferuje Pan Wojciech Górecki. Po kilku sesjach okazało się, że zostaniemy rodzicami. Nasze szczęście nie miało końca. Ponadto przepowiedział Pan, że będzie to dziewczynka i faktycznie urodziłam prześliczną dziewczynkę. To nie jest wszystko, gdyż po tych kilku spotkaniach rzuciłam również palenie papierosów. Dziś jesteśmy szczęśliwymi rodzicami, wolnymi od nałogów.

Jeszcze raz bardzo Panu dziękujemy.

Agnieszka i Paweł

 
Agata,
24.03.2013

Witam Pana serdecznie,

chciałam się pochwalić, że minęło już 2,5 roku jak nie miałam w ustach alkoholu, jestem z tego powodu bardzo szczęśliwa. Dziś nie pamiętam, że upijałam się do zgonu i za każdym razem robiłam z siebie pośmiewisko. Doskonale Pan wie, że uratował mi życie. Pamiętam dzień jak pojawiłam się w gabinecie ze spuszczoną głową, zdołowana, znerwicowana, zmarnowana i wyczerpana życiem. Sprawcą mojego samopoczucia był alkohol. Sesje z Panem wspominam wspaniale, to Pan tknął we mnie nadzieję i nowe, lepsze życie, a myślałam, że już nie ma dla mnie ratunku, że umrę, bo się zapiję, albo popełnię samobójstwo - nie dawałam już rady... Gdyby nie te sesje, to pewnie dziś nie mogłabym już napisać, bo nie byłoby mnie na tym świecie, ale żyję, mam się bardzo dobrze, wszystko jest w porządku - dzięki Panu :). Oczywiście, że mam też gorsze dni - jak każdy, ale najważniejsze jest to, że nie jestem "opętana" tą okropną chorobą alkoholową. Teraz cieszę się życiem, wszystko się "poukładało". Jeszcze raz z całego serca BARDZO DZIĘKUJĘ, najmocniej jak potrafię. Jest Pan wspaniałym Człowiekiem.

Z pozdrowieniami

Agata 33

 
Magda,
Warszawa, 08.2012

Przechodziłam terapię dla DDA, która, jak się okazało, nie wyleczyła wszystkich zadr duszy tkwiących bardzo głęboko.

Po terapii nasiliło się kilka trudnych objawów, skończyło się na depresji, lekach i bezsenności.

Regularnie chodzę na sesje do p. Wojtka i czuję, że dotykam siebie,

zaprzyjaźniam się z podświadomością, swoim wewnętrznym światem...

Czuję się lepiej, coraz lepiej...

Sesje u p. Wojtka pogłębiają moją wiarę w siebie, sens życia... i dają nadzieję, że wszystko co najlepsze jest w moich możliwościach...

Dziękuję i polecam.

 
Magdalena K. , Chicago
20.07.2012

Witam Panie doktorze,

Chciałam się tylko pochwalić, że 8 sierpnia minie 4 miesiące od czasu jak w ogóle nie miałam alkoholu w ustach, a wszystko to dzięki Pana terapii.

Jestem z siebie nieprzeciętnie dumna, no i oczywiście cieszę się niesamowicie powodzeniem zabiegów i już szykuje się na przyszly rok na 5 utrwalających.

Życzę Panu dalszych sukcesów z pacjentami. Wiem, że jest ich coraz więcej, gdzyż dzisiejsze czasy narzucają nałóg, jako formę ucieczki od rzeczywistości, a niestety takich osób, jak Pan nie znam, więc przypuszczam, że z dnia na dzień ma Pan doktor więcej klientów. Ja oczywiście dam Panu znać ze dwa miesiące przed przyjazdem, kiedy bym chciała skorzystać z tych 5 utrwalających zabiegów.

A w między czasie, życzę samych sukcesów z innymi pacjentami oraz szczęścia w życiu osobistym. Pozdrawiam i raz jeszcze dziękuję.

 
Elżbieta
25.02.2012

Witam, byłam u Pana 27 listopada 2011 roku i od tego dnia nie palę i

nie ciągnie mnie do palenia.

Jestem wolna, to takie proste !

 
Mateusz,
01.2012

Serfując po internecie znalazłem intrygującą informację o sięganiu do podświadomości poprzez hipnozę. W wyrafinowanych firmach metodę tę stosuje się do podwyższenia wydajności pracy zatrudnionych. Taki niekonwencjonalny sposób pobudzania dobrego potencjału drzemiącego w każdym człowieku stosuje profesjonalny psycholog kliniczny pan Wojciech Górecki. Postanowiłem zatem dać sobie szansę znalezienia sensu życia.

Jednak los wyostrzył moje inne dolegliwości. Otóż kolejne odejścia bliskich spowodowały, że moja silna wrażliwość na wszelkie rytuały związane ze śmiercią wprowadzała mnie w histerię. Nawet kondukt przechodzący przez drogę sprawiał, że zawracałem samochód. Blokowano informacje o śmierci kuzynów. I stało się najgorsze, oto moja najukochańsza Mama odeszła... dramat... tragedia... koszmar...

Owszem, wiele osób medytuje, modli się, studiuje księgi, zwraca do duchownych... Jednak we mnie bardzo świadome kontakty po wielu intensywnych latach zaangażowania duszpasterskiego wzbudziły wątpliwości i dystans zaufania.

Zatem jak przetrwać potworny ból ? Co zrobić, aby pożegnać godnie moją ukochaną Mamę? Przecież nie mogę uczestniczyć w Mszy św., w obrzędach - nie dam rady... Mój organizm nie toleruje psychotropów itp.

Pan Wojciech spotkał się ze mną dwa razy przed wydarzeniem. Starał się po swojemu przygotować mnie.

Rozpacz, żyłem jakby poza rzeczywistością.

Gdy ujrzałem klepsydrę znowu histeria i ucieczka. Rozsypał się mój nowiutki telefon - dziwne. Kuzyni wyznaczyli jedną osobę, która pozostanie ze mną poza kościołem. I nagle kilka minut przed Mszą św. - ku zdumieniu wszystkich - wszedłem do kościoła, spokojnie zasiadłem w pierwszym rzędzie… Z opanowaniem bez wspomagania farmaceutycznego uczestniczyłem w celebracji… Zgodnie z moimi ustaleniami było pięknie - wzniosłe, ale radosne śpiewy, bowiem przecież moja Mama odeszła do Chwały Pana. A potem z otwartym umysłem kreatywnie organizowałem dalszy przebieg spotkania rodziny.

Dla mnie i kuzynów to niepojęte... Dziękuję Panu Wojciechowi.

Bóg jest wielki!

Taki trener osobisty to duży komfort życia, czego życzę innym...

 
Ilona, 32 lata

Witam! Chciałabym bardzo serdecznie podziękować za wszystko co osiągnęłam dzięki Panu. W gabinecie pojawiłam się ze spuszczoną głową w najgorszym,najcięższym momencie mojego życia...myslałam że skończył się świat i skończyło się moje życie,bez wiary,nadziei, a strach przed przyszłością paraliżował moje myśli. Dzięki Panu w ciągu zaledwie kilku miesięcy dokonałam tak wiele,odbudowałam poczucie wartości,pewności siebie,mam chęć działania, całą pozytywną energię która mi Pan przekazał wprowadziłam w życie i wszystko zaczęło się układać.Podjęłam mądre decyzje i uwierzyłam przede wszystkim w siebie w życie...to co najlepsze jest jeszcze przede mną. No i najważniejsze nie pije alkoholu od kilku miesięcy, nie rządzi mną alkohol, nie włada moim życiem,nie wiem już co to znaczy kac i nigdy w zyciu nie chcę znać tego uczucia. Nigdy nie zapomnę co pan dla mnie zrobił.Dziękuje to za mało....

 
Leszek,
Warszawa

"Pragnę podziękować Panu Wojciechowi za pomoc w znalezieniu siły do życia i dalszego działania. Gdy trafiłem na tą stronę gabinetu biostymulacji, nie wierzyłem w deklaracje osób, które składają tutaj podziękowania i po raz pierwszy przyszedłem tutaj tylko z ciekawości i desperacji. Przeszedłem bardzo duży kryzys po komplikacjach na polu zawodowym i osobistym, jednak z pomocą Pana Wojciecha przeżywam teraz okres rozkwitu i ciągłego zachwytu nad pięknem życia. Dokonałem radykalnej przemiany mojego życia i jestem teraz na etapie o którym wcześniej nawet nie śmiałem marzyć. Żartuję sobie czasem, że gram w filmie pod tytułem "Lepsza wersja mojego życia". Siła pozytywnych zmian, która się we mnie dokonuje ciągle mnie zdumiewa i zaskakuje. Jestem teraz animatorem swojego życia, za co dziękuję z całego serca."

 
Gabriela, 26 lat
Warszawa, 28.02.2010

Kieruję gorące podziękowania Panu Wojciechowi za pomoc w dotarciu do siebie, do mojego wewnętrznego „dziecka”. Niezwykła cierpliwość, bezinteresowność oraz życiowa mądrość doskonale określają Pana Wojciecha w kontakcie z pacjentem.

Jakiś czas temu zaważyłam, że pomimo całego dobrodziejstwa, jakie otrzymałam od losu jest „coś” co nie pozwalało mi tego w pełni wykorzystać, cieszyć się tym a co gorsza powodowało smutek i żal. Tym czymś były: brak wiary w siebie, niska samoocena i przeświadczenie, że wszystko za co się zabiorę - na pewno mi się nie uda.

Próbując wielu metod dotarcia do siebie zdecydowałam się na hipnozę, co z perspektywy czasu uważam za bardzo trafną decyzję.

Mój „okres terapeutyczny” to zaledwie kilka miesięcy. Jest mi bardzo trudno powiedzieć, co się w moim życiu zmieniło przez ten czas. Jest to na pewno większa wiara w siebie, lepszy nastrój, czy coraz bliższy mi spokój wewnętrzny. To wszystko prawda, ale nie obrazuje nowego stanu mojej duszy. Tych zmian po prostu nie da się ująć słowami. To czuję tylko ja i każda osoba, która stosuje tę terapię. Dlatego teraz wiem, że te kilka sesji, które początkowo chciałam odbyć - przeciągnie się dłużej, znacznie dłużej.

Chodź powszechnie poleca się hipnozę do leczenia wszelkich nałogów (alkoholizm, papierosy, kompulsywne objadanie się), to ja ze swojej strony polecam te spotkania każdemu kto chce zrobić coś dobrego dla siebie i swojego zdrowia szczególnie w sferze wewnętrznej.

Zobaczysz Drogi Czytelniku jaką satysfakcję będziesz mieć, gdy dzięki sobie odzyskasz sens i radość życia.

Panie Wojciechu, Dziękuję za pomoc.

 
Jarek,

Witam Panie Doktorze, za pośrednictwem tego listu chciałbym serdecznie Panu podziękować za pomoc, jak również podzielić się moją "historią" z innymi osobami.

Moje problemy życiowe pojawiły się z chwilą, gdy moja obecnie była już żona odeszła ode mnie z powodu romansu, zabierając ze sobą dzieci. Mój "świat" się zawalił, w jednej chwili wszystko straciło sens, nawet moja próba samobójcza nie zrobiła na niej większego wrażenia. Nie mogłem pogodzić się z utratą żony, która dodatkowo skutecznie izolowała mnie od dzieci.

Zacząłem stronić od otoczenia, rodziny, znajomych, przyjaciół. Praca, po pracy cztery ściany i lampka lub dwie mocnego alkoholu.

Wiedzialem, że jest ze mną źle, jednak sam nie umiałem sobie pomóc. Siostra namówiła mnie na terapię u Doktora Góreckiego, sam bardzo sceptycznie podchodziłem do tego typu działań. Jednak z czasem, szczególnie w trudnych momentach, zacząłem stosować zalecenia Doktora z terapii i okazało się to bardzo skuteczne. Na dzień dzisiejszy jestem po rozwodzie, o dzieci nadal "walczę", zmieniłem pracę, podjąłem dalszą naukę na wyższej uczelni, rzuciłem palenie, zaś alkohol spożywam tylko okazjonalnie.

Pan Wojciech nie sprawił, że zniknęły moje wszystkie problemy, ale nauczyłem się jak żyć, być silnym i je pokonywać, za co jeszcze raz serdecznie dziękuję.

 

Pozdrawiam. Jarek

 
Basia, Racibórz

Bardzo dziękuję Panu Wojciechowi Góreckiemu za uwolnienie mnie z nałogu alkoholowego, za danie mi nowego życia. Były takie chwile że piłam już tyle że bałam się że umrę, zostawię ukochaną córkę i męża. Głód alkoholowy był silniejszy ode mnie, wiedziałam że jeżeli coś z tym nie zrobię zniszczę swoje życie i życie kochanych, najbliższych mi osób. Pan Wojciech Górecki darował mi coś najcenniejszego, darował mi nowe życie wolne od alkoholu.

Dziękuję

 
Trzydziestolatka,

Witam, 

Chciałam z całego serca Panu podziękować za cud ,który dokonał się przy Pana pomocy ,żałuję , że tak późno zdecydowałam się na hipnozę-uniknęłabym wielu problemów, upadlania się osiągania dna i obrzydliwych porannych kaców.

Nie wierzyłam, że to takie łatwe... już po pierwszej sesji miałam wstręt do alkoholu.

Zachęcam wszystkie osoby z problem alkoholowym, żeby udały się na terapię do Pana Wojciecha, bo to odmieni Wasze życie. 

Przygodę z alkoholem zaczęłam jakieś 10 lat temu, a od pięciu upijałam się regularnie i obowiązkowo raz na jakiś czas do zgonu.

Wcześniej nie wyobrażałam sobie trzech dni bez wypicia pięciu...sześciu piwek, miałam ścisk w gardle na samą myśl, że dziś coś wypiję, ogarniała mnie euforia która niestety przeobrażała się w wielki dół po pijaństwie, każdą imprezę kończyłam utratą filmu, nie miałam żadnego hamulca.

Jak byłam na kacu to całymi dniami "gniłam "w łóżku bo nie miałam siły wstać i się ogarnąć a w nocy męczyły mnie koszmary senne.

Poza piciem alkoholu nic mnie nie interesowało, nie lubiłam ludzi którzy nie piją.

Nigdy w życiu nie byłam trzeźwa na żadnej imprezie i żeby tego było mało zawsze kupowałam coś "do domu" żeby się dopić.

Dziś jest 52 dzień bez alkoholu, dwa tygodnie po terapii i nie mogę uwierzyć w to co się stało, że jednak można bawić się, żyć, funkcjonować bez upijania się, byłam już na trzech imprezach na trzeźwo i nie mam w ogóle myśli związanych z piciem, zapomniałam już, że się tak upijałam. Czuję się atrakcyjna, przesypiam całe noce nie mam na nic czasu-jest tyle fascynujących rzeczy...

 

z pozdrowieniami

Trzydziestolatka

 
Tolek,
Warszawa, 21.09.2010

Witam Panie Wojciechu,

Wreszcie przyszedł czas żeby podzielić się z Panem dobrymi wieściami. Wiem co to jest choroba alkoholowa i jak jest skomplikowane leczenie alkoholizmu, z którym borykałem się kilkanaście lat. Przeszedłem wiele terapii leczenia uzależnień od alkoholu. W jednym tylko przypadku wytrzymałem bez alkoholu pięć miesięcy, to był sukces, ale niestety nałóg powrócił. Jestem pracownikiem budowlanym, a więc pokusy były i są. Trzy lata temu skorzystałem z Pana terapii leczenia alkoholików jako z ostatniej szansy. Polecił mi znajomy, który pił 40 lat i po Pana terapii 5 lat nie pije. Ja też od trzech lat nie piję i jest to niesamowity stan, ponieważ nie mam chęci ani myśli o alkoholu dzięki Panu. W zamian wzrosło u mnie poczucie radości i pewności siebie, zacząłem dostrzegać piękno tego świata. Jestem bardzo szczęśliwy.

Bardzo Panu dziękuję.

 
Ryszard

Panie Doktorze

Chciałbym dodać moja opinie o pańskiej metodzie leczenia.

Serdecznie dziękuje Panu Wojciechowi Góreckiemu za uwolnienie mnie z nerwic i natrętnych myśli związanych z moimi ostatnimi przeżyciami. Jako Kapitan statku byłem atakowany przez piratów przy wybrzeżach Somali. Dzięki szcześciu udało nam się uciec, ale niestety odbiło sie to na mojej psychice. Obawiałem się powrotu do pracy, towarzyszyły mi napady lęku, ciągła nerwowość. Po kilku wizytach u Pana Góreckiego odczułem dużą poprawę, obawy lęku ustąpiły i uwierzyłem że mogę powrócić do pracy na tak odpowiedzialne stanowisko. Za kilka dni wylatuję objąc nowy statek w Hong Kongu i wierzę, że będę w stanie pracować i wykonywać moja pracę. Po powrocie bardzo chętnie wróce do Pana Doktora podładować swoje akumulatory na następne rejsy, bo stosowane metody dodają mi sił i wiary we własne siły.

Z wyrazami szacunku

Cpt. Ryszard

 
Filip

Szanowny Panie Wojciechu,

Od lat próbuję odzyskać utraconą w dzieciństwie płynność mowy, czyli mówiąc wprost - przestać się jąkać. Choć moje zaburzenia wymowy nie są może słyszalne w pierwszej chwili, nasilają się w sytuacjach stresowych, czy wręcz w chwilach zwykłego zastanowienia. Wytworzył się u mnie swoisty nawyk jąkania pojawiający się w powtarzanych codziennie wielokrotnie frazach, jak choćby "Do widzenia!". I kiedy już, po wizytach u logopedy, stawałem się "mistrzem artykulacji jak Justyna Pochanke", wszystko w jednej chwili potrafiło, mówiąc kolokwialnie, wziąć w łeb przy pierwszej lepszej stresującej sytuacji. I tu w końcu przeszedłem do użycia czasu przeszłego w moim liście, gdyż dzięki Pańskiej pomocy odczuwam znaczną poprawę. Przede wszystkim, nawet jeśli jeszcze nie zawsze udaje mi się zachować płynność mowy, nie czuję lęku przed zająknięciem, lęku przed wypowiedzeniem zwykłego "Do widzenia!". Prowadzona przez Pana terapia metodą psychobiostymulacji wpłynęła na ogólną poprawę mojego samopoczucia i usunięcie tkwiących wewnątrz barier utrudniających życie codzienne.

Serdecznie dziękuję za pomoc, łącząc wyrazy szacunku,

Filip

 
Marek z Wielkopolski

Panie Wojtku,

Chciałbym serdecznie podziękować za pomoc w wyjściu zchoroby alkoholowej. Już po trzecim seansie poczułem się zdecydowanie lepiej, nie miałem ochoty na alkohol. Dzięki Panu,nie tylko przestałem pić, ale również mój stan zdrowia uległ znacznej poprawie– zbyt wysokie ciśnienie spowodowane piciem unormowało się. Dziękuję.

Z wyrazami szacunku

Marek z Wielkopolski

 
Joanna

Witam Panie Wojciechu,

Korzystając z okazji chciałabym podziękować zawspólne sesje i opisać w jaki sposób wpłynęły na moje życie"ciężarówki" oraz sam poród. Będzie mi bardzo miło jeśli umieści Panmoją opowieść na swojej stronie.

Zaczynając od początku, stwierdzam, że jestemosobą bardzo emocjonalnie podchodzącą do życia. Należę do ludzi, którzy przezcałą noc nie śpią, jeśli w pracy mają przeprowadzić prezentację (mimodoświadczenia w tym temacie), przed wizytą u dentysty brałam proszek nauspokojenie, potem przed zrobieniem zastrzyku znieczulającego prosiłam oposmarowanie miejsca wkłucia żelem znieczulającym. W dzieciństwie miałamprzylepioną etykietkę histeryczki.

Powodem, dla którego zjawiłam się u Pana wgabinecie była chęć zapanowania nad swoim umysłem i ciałem, bym potrafiłaopanować ból związany z porodem.

Jak się okazało nasza praca, trwająca 4 miesiące,dała o wiele więcej niż mogłam przypuszczać.

Po pierwsze, w trakcie ciąży uspokoiłam się. Jużpo kilku sesjach przestałam zadręczać się negatywnymi myślami o stanie zdrowiadziecka oraz o tym jak straszny będzieporód. Nie miałam żadnych snów związanych z porodem. Za to mój mąż regularnierodził we śnie J...

Po drugie, nabrałam pewności siebie. Będąc corazbliżej rozwiązania paradoksalnie stawałam się coraz bardziej spokojna i pewna, że potrafięzapanować nad swoim ciałem. Na początku ciąży nie dopuszczałam do siebie myśli,że mogę urodzić bez znieczulenia. Myśl o związanym z tym bólu była nie dozniesienia. W miarę pracy nad sobą te negatywne myśli rozmywały się, byostatecznie zniknąć.

Efektem tego wszystkiego było moje wspaniałesamopoczucie w czasie ciąży. Techniki jakich nauczyła się podczas sesji,pozwoliły mi efektywnie, codziennie wprowadzać się w autohipnozę, dzięki czemuefekty naszych spotkań pogłębiały się iutrwalały. A mi przybywało energii, siły i optymizmu.

Teraz przejdźmy do samego porodu. Rodziłam14 godzin. Widziałam, że poród zapowiada się na dłuższy. Jednak zniecierpliwienie,strach czy zmęczenie nie miały wstępu do mojej

głowy. Ból był. Ale dzięki temu, że wprowadziłamsię w stan autohipnozy, moje ciało nie blokowało przejścia fali bólu. Umiałamsię na tyle rozluźnić podczas skurczu, iż przepływał on przez mojej ciało,

bez dodatkowych barier w postaci napięciaPotrafiłam tak skoncentrować się że nie odczuwałam już żadnego bólu, podążałamza ciałem, które dokładnie widziało co robić.

Podsumowując, poród był najbardziej intensywnymwydarzeniem w całym moim życiu. I wcale nie chcę go zapomnieć, wręczprzeciwnie. Cieszę się z wygranej jaką jest mój Synek, ale również pragnęzachować w pamięci trud, zatopienie się w sobie i stawienie czoła bólowi, któredoprowadziły do narodzin.

Moim jedynym zewnętrznym środkiem znieczulającymbył mój mąż, który mnie masował, robił akupresurę, towarzyszył w pozycjachaktywnych i wspólnie oddychał w czasie skurczów.

Techniki autohipnozy, których się nauczyłamstosować będę już zawsze bo wiem, że pomagają mi pokonać ból i strach,sprawiają, że żyje mi się lepiej.

Z pozdrowieniami,

Joanna

 
Andrzej

Dzień dobry Panie Wojciechu

Do napisania tego listu zbierałem się już chyba oddwóch miesięcy. Dopiero rocznica życia w trzeźwości spowodowała potrzebępodziękowania Panu za to że jestem szczęśliwy, że nie tylko nie czuję potrzeby sięgania poalkohol, ale także jestem jego przeciwnikiem. Nie ukrywam iż życie w trzeźwościoraz widok mojej szczęśliwej rodziny jest tym o czym marzyłemod dawna. Muszę przyznać iż moje wyleczenie spowodowało ponadto pozytywnezmiany w życiu nie tylko całej rodziny, ale także mojego syna, który borykałsię z własnymi problemami.

Z pozdrowieniami

Andrzej

 
Barbara,
Warszawa, 25.11.08

Zachorowałam w bardzo młodym wieku mając 27 lat. Wtedy przebyłam infekcję gronkowca złocistego i rumień guzowaty.

Żadne antybiotyki ani leki przeciwzapalne nie pomagały wobec czego zastosowano w szpitalu leczenie sterydami (encoran) w najwyższej dawce. Od tej pory co pewien czas występowały stany zapalne mięśni (przyczepy) i ścięgien oraz pojawiały się guzy, które po encortanie w zwiększonej dawce znikały. Póżniej były stany zapalne stawów - najpierw palców u rąk, póżniej barków, kolan itp.

Mając 58 lat przebyłam zawał mięśnia sercowego będąc na wysokiej dawce encortonu (40mg.)

W rok po zawale sama postanowiłam zrezygnować z dalszego leczenia sterydami uznając, że coraz bardziej wyniszcza się mój organizm i wszystkie w nim narządy począwszy od żołądka, trzustki, wątroby i nerek. Straciłam całkowicie odpornośc, zaczęły mnie atakować grypy i infekcje wirusowe (półpasiec) zawsze z powikłaniami mięśni i stawów, w których porobiły się zwyrodnienia

Po lekach przeciwzapalnych i przeciwbólowych blokowały się nerki i bardzo wzrastało ciśnienie krwi, nawet do 280/140. Coraz bardziej niedomagał układ krążenia. Od dwóch lat bardzo nasiliły się bóle rąk, kolan i bioder. Żadne leczenie reumatologa, ortopedy ani rehabilitacja nie przyniosły rezultatu.

Byłam u kresu wszelkiej wytrzymałości psychiczno-fizycznej. Ból mnie przerósł.

Nie wychodziłam prawie z domu leżąc albo siedząc w bezruchu. Wtedy czytałam dużo książek związanych z medycyną i różnymi metodami leczenia.

Natrafiłam wówczas na książkę prof.Marii Szulc pt. „Spotkanie z podświadomości” i „Potęga podświadomości”

To mnie zmobilizowało do szukania gabinetu, który prowadziła autorka. Przypadkiem znalazłam w internecie gabinet im. Prof. Marii Szulc prowadzony przez P. Wojciecha Góreckiego, ucznia autorki.

Natyczmiast zadzwoniłam się i umówiłam na wizytę. Już po trzeciej wizycie byłam pewna, że znalazłam się na własciwej ścieżce prowadzącej do zdrowia.

Bóle kolan i bioder ustepowały. Po każdej wizycie nabierałam energii, siły i pewności siebie, bóle coraz bardziej zmiejszały się aż ustąpiły zupełnie.

Codziennie zaczełam wstawać z chęcią i silnym postanowieniem wydobycia z siebie najlepszych swoich możliwości.

Wróciłam do codziennych ćwiczeń gimnastycznych. W każdej wolnej chwili, a zawsze przed snem, wracam w myślach do haseł, które P. Wojtek zakodował w mojej podświadomości.

Jestem bardzo wdzięczna i dziękuję Panu Wojtkowi, że bez zadnych leków chemicznych, a jedynie metodą psychobiostymulacji przywrócił mi zdrowie.

Jeszcze raz Panu dziękuję

Barbara lat 69

 
Janusz,
Gdańsk, 02.2008

Podziękowanie

Zdecydowałam się napisać Panu kilka słów, które być może uświadomią innych przed mechanizmami, które działają w różnych terapiach przeciwalkoholowych. Serdecznie Panu dziękuję, że dzięki tej terapii jestem wreszcie osobą w pełni trzeźwą, cieszącą się życiem, wolną od myśli o alkoholu, z którymi borykałam się kilka lat

Panie Wojciechu, od roku, po zakończeniu terapii, z własnej woli nie chcę pić alkoholu. Dla mnie graniczy to z cudem.

Jak Pan wie, przebywałam w prywatnym ośrodku leczenia uzależnień(nie będę wymieniać nazwy miejscowości) kilka tygodni. Koszt tego pobytu wyniósł kilka tysięcy złotych. Po wyjściu zaczęłam pić. Uświadomiłam sobie, że urlop mogę wziąć sama kiedy chcę i nie za taką kwotę! Co mi z tego, że miałam do swojej dyspozycji dwóch terapeutów, zresztą miłych ludzi, ale nie byli oni w stanie mi pomóc. Było to tzw. pranie mózgu, po którym mój stan jeszcze się pogorszył. Po kilku wizytach u Pana odstawiłam alkohol i myślę że już na zawsze.

Panie Wojciechu, moje słowa wypływają z mego wnętrza i wyrażają prawdę. Chcę, aby inni borykający się z podobnym problemem mogli podjąć właściwą dla siebie decyzję

Janusz

 
...
Warszawa, 12.2007

Podziękowanie

Serdecznie dziękuję Panu Wojciechowi Góreckiemu za wyleczenie mnie z choroby alkoholowej, która trapiła mnie przez 40 lat mojego życia. Aktualnie od ponad 3,5 roku nie pije i nie mam zamiaru pić do końca mojego żywota.

Z alkoholem zetknąłem się, tzn. zacząłem spożywać w wieku 15 lat. Po 10 latach byłem już tak uzależniony, że poddałem się leczeniu zamkniętemu. Była to kuracja odwykowa w zakładzie psychiatrycznym. Byłem oficerem w wojsku niestety szybko zostałem zwolniony przez moją chorobę. W wieku 25-30 lat byłem kilka razy na odwykówce: 3 lub 4 razy. Po kolejnej, ostatniej kiedy wróciłem do spożywania alkoholu uznałem, że nic mi nie pomoże i nie warto się leczyć .

Zostawiłem więc rodzinę i ruszyłem w Polskę. Przez ostatnie 25 lat będąc samotny bez skrępowania piłem alkohol. Pracowałem ciężko, a zarobione pieniądze przepijałem. Nie zawsze mogłem pracować, więc żebrałem, żeby mieć na alkohol. Organizm mój chłonął każdą ilość alkoholu i pod każdą postacią. Piłem wszystko co zawierało alkohol, a więc wódkę, piwo, wino, denaturat, autowidol, płyn do mycia okien, spirytus salicynowy, woda brzozowa po goleniu, krople zawierające alkohol.

W wieku 55 lat po kolejnym długim ciągu pijackim, kiedy to już nie widziałem nieba, postanowiłem przestać pić. Oczywiście okresy nie picia zdarzały się w przeszłości. Trwały one w granicach 3-4 miesiący po czym następował nawrót. Ostatnio nie piłem, trzymałem się siłą woli i antykolem. W tym okresie skorzystałem z dobrodziejstwa terapii Pana Góreckiego. Terapia pomogła. Od ponad 3,5 roku nie wziąłem kropli alkoholu, co więcej mam przeczucie i wewnętrzną moc, że już więcej nie wezmę alkoholu do ust. Poprostu nie mam takiej potrzeby. To jest jakby alkohol nie istniał, a jeżeli istnieje to nie dla mnie. Szkoda, że tak późno, ale cieszę sie, że jeszcze wróciłem do trzeźwego życia.

Po terapii z dnia na dzień czułem się co raz lepiej, nie myślałem o przeszłości, o tym co straciłem. Zacząłem myśleć co mogę zyskać. Mam teraz 59 lat. Cięszę się każdym nowym dniem. Od roku nie palę papierosów. Paliłem bardzo dużo, ok. 60 sztuk na dobę.

Dzięki terapii pomimo już takiego wieku czuję , że odzyskałem życie. Panie Górecki serdecznie dziękuję za okazaną mi pomoc, wyciągnięcie mnie z alkoholizmu i nikotynizmu.

 
Pielęgniarka z rodziną,
Warszawa, 06.2007

Szanowny Panie Wojciechu!

10 lat temu zaczęłam cierpieć na lęk przed bakteriami i wirusami. Na początku nie było to groźne. Po kilku miesiącach przerodziło się to w fobie. Jestem pielęgniarką z 15-letnim stażem. Moja „przypadłość” zaczęła utrudniać mi codzienną pracę oraz życie. Bałam się dotknąć dosłownie wszystkiego, ponieważ widziałam tam zarazki. W pracy muszę używać rękawiczek lateksowych, ja jednak używałam ich i w domu do codziennych czynności. Do tego stopnia, że gotowałam nawet w rękawiczkach! Gdy brałam coś w ręce, bez „ochrony”, musiałam natychmiast je umyć i zdezynfekować. Bez względu na porę roku nosiłam rękawiczki. W domu używałam maseczki chirurgicznej. Pamiętam ja dziś ataki paniki, gdy dowiadywałam się, że któryś z pacjentów ma chorobę zakaźną... Ale o tym wszystkim Pan wie. Chciałabym Panu teraz powiedzieć, że teraz jest już wszystko dobrze. I to dzięki Panu! Mogę wreszcie oddychać powietrzem na zewnątrz. Nie brzydzę się podać komuś ręki na powitanie, chwycić się poręczy w autobusie czy tramwaju, usiąść na krześle w poczekalni. Żyję normalnie!

Przyznaję się szczerze że na początku nie bardzo wierzyłam w terapię. Gdy koleżanka dała mi numer do Pana, byłam nastawiona bardzo sceptycznie. Gdy mój mąż po 2-giej czy 3-ciej wizycie zaczął dostrzegać efekty, i ja zaczęłam myśleć bardziej pozytywnie!

I udało się! Dlatego chciałabym jeszcze raz gorąco podziękować za pomoc. Dziękuję Panie Wojtku!

Pielęgniarka z rodziną

 
Elka

Piłam! Tak teraz mogę powiedzieć. Bardzo dużo piłam.

Dziś po sesjach z p. Wojtkiem nawet nie mogę sobie przypomnieć jak to było. Jestem wolnym od nałogu i myśli o tym nałogu człowiekiem.

Teraz mogę siedzieć spokojnie z osobami pijącymi, a nawet nalewać im alkohol.

Nikt w domu nie musiał zmieniać swojego stylu bycia, wystrzegać się rozmowy czy przyzwyczajeń jeśli chodzi o alkohol.

Teraz jestem wolna od nałogu i nie muszę mówić, że jestem alkoholikiem niepijącym, co proponują niektórzy terapeuci. Jestem wolna.

Elka

 
Marek,
Warszawa, 12.2005

Jestem alkoholikiem. Minęło 20 lat od dnia kiedy uświadomiłem to sobie. Tylko ten kto powie jestem alkoholikiem, jestem chory, chcę się leczyć, ma szansę wytrzeźwieć. Wytrzeźwieć to nie znaczy wyleczyć kaca, przestać pić, to znaczy przewartościować swoje życie.

Mija siedem miesięcy od dnia kiedy wyszedłem z ciągu alkoholowego. Myślę, czuję że zaczynam powoli, powoli trzeźwieć. Ten obecny stan rzeczy, nieprawdopodobny, szczęśliwy wręcz po tylu latach osiągnięty, zawdzięczam panu Wojciechowi Góreckiemu.

20 lat temu, kiedy pojąłem kim jestem, rozpocząłem różne próby leczenia takie jak: terapie grupowe, mityngi AA, nowatorskie wówczas leczenie poprzez medytacje Zen i różnorakie wielomiesięczne kuracje odwykowe, a skończyłem przed oddziałem uzależnień w Tworkach, z którego uciekłem mając skierowanie od psychiatry i zagwarantowane miejsce.

Po tym wydarzeniu moje życie legło w gruzach. Byłem prawie na dnie. Żona postawiła mi ostateczne ultimatum. Od znajomych dostała telefon do pana Wojciecha Góreckiego. Szczerze powiem, że bez wiary w sukces umówiłem się na spotkanie. Jestem do bólu racjonalnym, mam ścisły umysł i pojęcia takie jak podświadomość, biostymulacja, hipnoterapia nie budziły we mnie poważnego zainteresowania. Było to coś z pogranicza abstrakcji.

Jestem agnostykiem, ale to co wydarzyło się w moim życiu określiłbym tak: stał się cud. Po kilku spotkaniach w gabinecie p. Wojciecha Góreckiego powróciła wiara w to, że można wydostać się z tego upodlenia. Zacząłem odczuwać wstręt do alkoholu, często była to też obojętność, ale charakterystyczny był właśnie ten wstręt. Powracała do mnie nadzieja.

Po skończonej terapii poczułem się pewniej może słowo szczęśliwy byłoby tu odpowiednie. Oczywiście nie piję. Alkohol stał się dla mnie obojętny, a jego zapach wzbudza we mnie odrazę. Myślę i wierzę w to, że stan ten będzie trwał jak najdłużej a może na zawsze.

Biostymulacja to jest wspaniałe "narzędzie", jednak praca nad sobą zależy już tylko ode mnie. Jestem alkoholikiem ale wyleczonym.

Śmiało mogę teraz to powiedzieć. Pan Wojciech Górecki uratował mi życie (a może dał szansę na nowe)

Marek lat 46

 
Leon,
Wrocław, 11.2005

Szanowny Panie

Nie potrafię tego wyrazić słowami, które adekwatne były by do tego co czuję i w jakim jestem stanie. Pana terapia nauczyła mnie przede wszystkim żyć bez alkoholu i doceniać każdy dzień w trzeźwości. A to jest bezcenne, jestem szczęśliwy ja i moja rodzina. Żałuję, że tak późno do Pana trafiłem. Od lipca jestem wreszcie pewnym siebie człowiekiem, wiele razy przebywałem w różnych okolicznościach, gdzie spożywano alkohol, a mnie on nie interesuje nie mam myśli ani też chęci spróbować. Jestem przekonany, że tak będzie już na zawsze. Jeszcze raz bardzo Panu dziękuję.

Leon

 
Teresa,
26.10.2005

Drogi nam wszystkim
Panie Wojciechu

Jestem pełna uznania dla ogromu Pana pracy, którą wkłada Pan w uzdrawianie nas wszystkich. Niezależnie od tego emanuje od Pana Osoby jakaś szczególna moc, energia, jakieś fluidy dobroczynnie działające.

Napisałam to w wierszu tak:

Falują jak złocisty

Rozkołysany łan zboża

Lśnią tęczą barw

Jak na niebie zorza

 

Jak rozszalałe

Na wietrze gałęzie drzew

Z razu cichną

Jak wieczornych ptaków śpiew

 

Jak tańczące płomyki

Co się przemieniają

Jako ognia języki -

I łączą jak nutki najcudowniejszej muzyki

Znów się oplatają

Niewidocznym ramieniem

By wytrysnąć jak źródło

Najczystszym strumieniem

 

Strumieniem dla Pana Wojciecha radości Bożej szczęścia, zdrowia i dobrych myśli.
Dziękuję z całego serca
wdzięczna pacjentka
Teresa z woj. mazowieckiego

 
Teresa z Warszawy,
10.2005

Witam Pana

W 2002 roku korzystałam z Pana terapii przeciwalkoholowej, która ukształtowała moją osobowość, dając mi siłę w pokonywaniu rożnych przeciwności losu. Istotne jest to, że od tamtego okresu nie piję alkoholu, on dla mnie po prostu nie istnieje. Jest to cudowny stan być nieuzależnionym człowiekiem. Tymi kilkoma słowami chcę wyrazić podziękowania za co Pan dla mnie uczynił.

Teresa z Warszawy

 
Martin,
Warsaw, 4th March 2005

Dear Mr. Wojciech

I want to thank Mr. Wojciech for the work on me. I came to him and it was not the first time I tried to get some help from somewhere. I was often in a clinic because of the problem with alkohol. It never worked. I started to drink when I came out of the clinic. But it was the first therapy which was very helpful for me to stop drinking alcohol. I am clear till this time. And I hope so I will never drink again. It works. At this time I am in 8th month without drinking alcohol. I am very happy and I'm feeling new. I want thank mr. Wojciech for his work. It was the best thing ever happened for me. So I wish mr. Wojciech good luck and very good life. And I hope so that he can help each other like he helped me.

Martin, Germany

 
Monika S.
Warszawa, 10.12.2004

Szanowny Panie Wojciechu.

Składam serdeczne, szczere podziękowania za włożone zaangażowanie i energię w sesje terapeutyczne, które Pan dla mnie przeprowadził. Dziś już ostatni dzień mojej terapii i wracam do domu odmieniona.

Nie czuję chęci picia alkoholu, nie mam obsesyjnych myśli o nim. Poza tym czuję się doskonale. Mam bardzo dobre samopoczucie i moje nastawienie do życia jest bardzo optymistyczne.

Nie pamiętam kiedy miałam tyle chęci do życia i nadziei na udaną, pogodną przyszłość. Mam wiele siły, by zmienić moje życie na lepsze. Do tej pory próbowałam różnych metod, by przestać pić.

Przeszłam kilka terapii stacjonarnych, ale żadna z nich nie przyniosła oczekiwanych rezultatów.

Teraz jestem pełna wiary, że terapia przeprowadzona przez Pana metodą biostymulacji przyniesie skutek trwały, taki jak przez ostatnie trzy tygodnie i nie będę odczuwała już chęci wypicia alkoholu.

W tym celu deklaruję się przyjechać do Pana na sesje podtrzymujące działanie terapii za kilka miesięcy.

Na koniec jeszcze raz z całego serca dziękuję za pomoc w wyzbyciu się głodu alkoholowego.

Łączę życzenia wszystkiego co najlepsze.

Z wdzięcznością Monika S.

 
Przemysław,
10.2004

Dzień dobry Panie Wojciechu.

Myślę, że nadszedł czas, aby serdecznie podziękować za to, że przy Pana pomocy pozbyłem się nałogu alkoholowego.

Jestem zafascynowany rezultatem tym bardziej, że podchodziłem do tego bardzo sceptycznie, a na początku wręcz mnie śmieszył sposób leczenia. Być może nawet bym zrezygnował, ale żona mi na to nie pozwoliła i dzięki jej za to.

Pierwsze zmiany w sobie zauważyłem dość szybko i dlatego do każdej następnej sesji podchodziłem poważnie. Dzisiaj wiem, że jestem ponad problemem i mam nadzieję, że tak już zostanie.

Pozdrawiam,

Przemysław z Wrocławia

ps. ...to fenomenalne co kryje ludzka podświadomość!!!!

 
...

Alkohol to największy lichwiarz na świecie: obdarza dobrym nastrojem, pomaga w stresie, pozwala przeżyć ciężkie doświadczenia życiowe. Z wolna staje się dobrym kolegą, wkrada się w łaski. Z czasem staje się najważniejszym kolegą, innych odsuwając na boczny tor. Jak już wie, że stał się ważny, że zyskał pełne zaufanie, wystawia rachunek. Rachunek straszny. Żąda, aby być jedyną treścią życia, aby wszystko, co kołacze się w głowie było z nim związane. Każe przewartościować pojęcia: praca? - tak, przecież za coś trzeba pić. Rodzina? - przeszkadza tylko w intymnych schadzkach z alkoholem. Tak było ze mną przez długie lata. Nie dawałem mu się do końca, nie pozwalałem, aby zniszczył mnie doszczętnie. Próbowałem walczyć: najpierw sam - z coraz gorszym skutkiem, potem w przychodni. A on, gdy już myślałem, że wychodzę na prostą dopadał mnie znienacka i znęcał się bezlitośnie. Całe dnie leżałem nieprzytomny w barłogu, które kiedyś było łóżkiem, budziłem się tylko, aby sięgnąć po kolejny łyk, gdy stężenie alkoholu malało. Całe dnie nie jadłem, bo łaknienie było również pijane. A potem przychodził strach. Wychodzenie z ciągu to straszne cierpienie. Aby je oddalić w czasie mówiłem sobie, że jeszcze tylko jeden dzień picia, a od jutra trzeźwieję... Ale następnego dnia strach był jeszcze większy, zatem znowu oddalałem w czasie tortury dochodzenia do trzeźwości. Ciągi stawały się coraz dłuższe, trzeźwienia coraz bardziej bolesne. Obok bólu fizycznego pojawiały się zmory, myśli samobójcze, silne poczucie beznadziei i samotności. Podobno każdy musi osiągnąć swoje dno, aby móc spróbować odbić się od niego. Przyszedł czas i na mnie. Ostatni ciąg trwał blisko dwa tygodnie. Żona z dziećmi wyjechała - były wakacje - zostałem sam. Zostawiła mi pieniądze na życie - jako bezrobotny powinienem szczególnie je szanować. Tak się nie stało. Kupiłem alkohol na bazarze, bo taniej. Przepiłem pieniądze na życie, przepiłem pieniądze na remont. I wtedy, kiedy już myślałem, że moje życie dobiega końca, bo jak długo można żyć będąc zaszczutym przez samego siebie, wtedy dowiedziałem się o Gabinecie Biostymulacji, gdzie takich jak ja - gasnących - przywraca do życia Pan Wojciech Górecki.

Z początku nie mogłem uwierzyć, że metoda może być tak skuteczna i dająca rezultaty już po pierwszym spotkaniu, dlatego szedłem na nie z mieszanymi uczuciami: niedowierzania i nadziei, bo zdawałem sobie sprawę, że to może być ostatnia deska ratunku.

Klimat, który tworzy Pan Wojciech Górecki, jest trudny do opisania; w pokoju urządzonym w tonacji ciemnozielonej panuje półmrok, ale jest to półmrok przyjazny, ciepły, ma się wrażenie, że z każdego kąta wyzierają wesołe, mądre i pełne ciepła oczy dobrych duszków.

Pierwsze spotkanie wywarło na mnie ogromne wrażenie. Niespodziewanie spłynęła na mnie, zdawałoby się, oczywista, prosta i jasna myśl: przecież alkohol to jest zwykła trucizna, która niszczy człowieka, zabija i ciało i duszę. Jakie to proste! Dlaczego przez te lata sam na to nie wpadłem! Niby wiedziałem, ale jakoś nie do końca, skoro ta wiedza była bezwartościowa podczas kupowania kolejnej porcji alkoholu. Kolejne spotkania coraz mocniej sadowiły mnie w nowym dla mnie świecie...

Nie chcę dociekać, jak Pan Wojciech Górecki dokonuje cudów, bo dla mnie to co robi to cud. Przestałem myśleć o alkoholu, nie zajmuje mojej uwagi tak, jakby nie istniał. To miejsce w głowie, w którym od lat królował alkohol, wypełnia się powoli spokojem, nadzieją i pogodą ducha. Po raz pierwszy od wielu lat potrafię spojrzeć w przyszłość i nie widzę tam cuchnącej, mrocznej, zimnej ściany, widzę natomiast bezkresny, pogodny i słoneczny świat - on czeka na mnie.

Dziękuję Panie Wojciechu.

 
Magdalena,
10.2003

Początek tego roku był dla mnie koszmarem. Rutynowe badanie USG jamy brzusznej wykonane w lutym tego roku wykazało zmianę nowotworową w okolicach lewego nadnercza, którą wg lekarzy z Centrum Onkologii należało poddać natychmiastowej operacji. Nie chciałam się na nią zgodzić, bałam się, gdyż czułam, że na wycięciu tylko tego guza się nie skończy. Zaczęłam szukać pomocy u bioterapeuty oraz w Instytucie Operacji Fantomowych w Szczecinie. Niestety pomimo dwóch zabiegów na fantomach oraz cotygodniowych sesji u bioterapeuty zamiast spodziewanej likwidacji nowotworu doczekałam się tylko jego gwałtownego wzrostu. W końcu, w maju, gdy poddałam się operacji guz osiągnął już rozmiar ponad 20 cm. Była to pojedyncza zmiana, ale w trakcie operacji usunięto mi także lewą nerkę, ponieważ guz naciekał w jej kierunku.

Po operacji czułam się bardzo źle. Nie mogłam jeść, nie tylko nie miałam apetytu, ale nękające mnie mdłości i wymioty, a także bóle w jamie brzusznej nie pozwalały mi odzyskać sił i powrócić do zdrowia. Siły zaś opuszczały mnie w zastraszającym tempie. W domu praktycznie nic już nie robiłam. Przestałam gotować, sprzątać, nic mnie nie obchodziło poza tym bym mogła się szybko położyć. Jedynie do pracy wstawałam normalnie. Z trudem ubierałam się, myłam, a mąż albo syn odwozili mnie do biura. Po powrocie znowu kładłam się na kanapę i zostawałam tam do rana. Obiady robił mąż, śniadania i kolacje mąż, zakupy mąż, itd... Ja nie miałam siły na wyjście z domu, spacer po ogrodzie wydawał mi się zbyt dużym wysiłkiem, do tego te mdłości i wymioty, coś okropnego...

Czułam, że życie ze mnie ucieka, a ja po równi pochyłej zjeżdżam wprost do otwartego grobu, który już dla mnie wykopano... W końcu udało mi się namówić lekarza z centrum Onkologii, aby wcześniej niż zamierzał wykonał mi badanie USC jamy brzusznej (od operacji minęło dopiero dwa miesiące!). Na badanie ledwo się dowlokłam. W poczekalni było duszno, tłum ludzi, mało nie zemdlałam. W końcu doczekałam się swojej kolejki, ale już po chwili, w trakcie badania widząc minę mojego lekarza wiedziałam, że ze mną jest bardzo źle. Wreszcie lekarz, patrząc na mnie z wyraźnym smutkiem powiedział, że nowotwór się rozsiał, że mam przerzuty do śledziony, wątroby, i nie wiedzieć gdzie jeszcze. Badanie płuc potwierdziło także liczne drobne guzki w obu płucach.

Świat mi się zawalił!.. To już koniec - pomyślałam, - co będzie z moimi dziećmi? Kto będzie ich doglądał, patrzył jak rosną, dojrzewają, przecież potrzebują matki do rady i pomocy ... Co z moimi planami na przyszłość... nie ma już dla mnie przyszłości, jest tylko rak, cierpienie i poczucie krzywdy, a przecież zawsze starałam się być dobrym człowiekiem, zdrowo się odżywiać, być dobrą córką, matką, żoną, sumiennym pracownikiem, itd... Co zrobiłam nie tak w swoim życiu? Dlaczego jest tak jak jest?

Jako dalsze leczenie przepisano mi chemioterapię. Miałam przychodzić raz w tygodniu. Prowadzący lekarz nie dawał mi zbytnich nadziei na wyleczenie. Skuteczność chemioterapii w moim przypadku określił na góra 30 procent. To stwierdzenie nie podbudowało mnie zbytnio. Dalej po powrocie do domu leżałam na kanapie bez sił, w nocy płakałam, nie mogłam spać, a mdłości i wymioty nękały mnie nadal. Godzinami dręczyłam się moją sytuacją, szukałam przyczyny, błędu popełnionego w życiu, za który zapewne ponoszę zasłużoną karę, martwiłam się rodzicami, przecież to ja powinnam ich pochować, a nie oni mnie - myślałam, jak zniosą moją śmierć moje dzieci, zwłaszcza to młodsze! Jak mu wytłumaczyć, że mama już nigdy nie zasiądzie z nim przy stole, czy też nie uśpi go wieczorem... Rodzina załamywała nade mną ręce, kazali walczyć z chorobą, bo nie ma nic gorszego od poddania się w takiej sytuacji losowi. - Musisz, żyć dla dzieci - mówili - walcz! Łatwo powiedzieć..., kiwałam głową, obiecywałam, ale jak to zrobić?... Nie miałam sił, nie potrafiłam znaleźć jednej dobrej myśli, która podtrzymywałaby mnie na duchu. Jedynie rozpacz, strach i natrętne pytania, czemu to właśnie ja, czym sobie zasłużyłam... I moja wielka samotność, człowiek jest w takich chwilach ogromnie samotny. Nikt i nic nie jest w stanie mu pomóc... "Pełno nas, a jakby nikogo nie było..." - te słowa poety nabrały dla mnie nowego wymiaru. Nie, nie umiałam walczyć, poddałam się kompletnie zaistniałej sytuacji, rozpaczałam, chociaż było to najgorsze, co mogłam zrobić.

W końcu, moja kuzynka widząc, w jakim jestem stanie, przypomniała sobie o pani profesor Szulc oraz jej uczniu panu Wojtku Góreckim, który metodą biostymulacji przywraca do życia alkoholików, narkomanów, samobójców... Miała w rodzinie kogoś, kto korzystał z terapii pana Wojtka z dobrym skutkiem. Zadzwoniła do gabinetu, przedstawiła moją sprawę i bardzo szybko umówiła mnie na pierwszą wizytę.

Pojechałam tam z mieszanymi uczuciami, raczej przez grzeczność dla kuzynki niż faktycznie z jakąkolwiek nadzieją, w końcu korzystałam już z pomocy bioterapeuty i skutek był właściwie odwrotny. Ale metoda pana Wojtka jest zupełnie inna. W trakcie krótkiej wizyty następuje przekazanie sugestii do podświadomości pacjenta wzmacniające wiarę we własne możliwości, pozostawiające w psychice obraz zdrowego i silnego ciała. Już po pierwszym zabiegu odczulam dobroczynne działanie tej metody. Mimo tylko 10-minutowego seansu po wyjściu z gabinetu odczułam wewnętrzny spokój tak, jakby ktoś zdjął mi z kłopoty z głowy i odstawił na bok. Nie myślałam już tak intensywnie o mojej beznadziejnej sytuacji, wiedziałam, że jestem chora na raka, ale to słowo "oswoiło się" i mogłam je wymówić głośno wobec osób trzecich bez zalewania się łzami.

Do gabinetu pana Wojtka trafiłam pod koniec lipca. Od tej pory uczęszczam na seanse biostymulacji dwa razy w tygodniu. Po każdej wizycie czuję się lepiej i lepiej! Oczywiście uczęszczam też na chemioterapię. Znoszę ją nieźle, nie wymiotuję, śpię w nocy, jem normalnie, pracuję. Czuję się naprawdę dobrze i powoli zaczynam myśleć nawet o przyszłości, którą mam nadzieję spędzić z moimi dziećmi, a nie jako cień na ścianie czy osoba z fotografii...

Tydzień temu wysłano mnie na badanie kontrolne USC jamy brzusznej oraz ponowne prześwietlenie płuc, wzięłam przecież 8 kursów chemioterapii i lekarze postanowili sprawdzić skutki ich działań. Szłam na te badania jak na ścięcie, z nastawieniem "oby nie było gorzej". Jakież było moje zdumienie, a także lekarza prowadzącego, gdy okazało się, że w płucach jest czysto i nie ma śladu po licznych zmianach, a w jamie brzusznej pozostała tylko jedna zmiana w wątrobie o wielkości nie większej niż 5 cm. Lekarz z Centrum Onkologii nie mógł uwierzyć własnym oczom, że w ciągu 2 miesięcy to, co było w jamie brzusznej znikło bez śladu, że została tylko jedna zmiana! Oczywiście wg Centrum Onkologii to sprawa chemioterapii, na którą tak dobrze zareagowałam, ale ja wiem swoje...

Bez pomocy Pana, Panie Wojtku me zdołałabym tak szybko stanąć na nogi. Skuteczność chemioterapii lekarze określili przecież na 10 - 30 procent, przy optymistycznej długości leczenia pół roku. A tu proszę... 2 miesiące! To, co Pan zrobił dla mnie, nie mieści się w granicach zdrowego rozsądku, bo jak to możliwe, żeby zaawansowany rak wycofał się w ciągu tak krótkiego okresu! Nie jestem jeszcze całkowicie zdrowa, ale czuję, że mam w sobie siłę do pokonania choroby, która niszczy tyle istnień ludzkich. Teraz patrzę z wiarą w przyszłość mojej rodziny i mam nadzieję na prawdziwy CUD wyzdrowienia!!!

Wypełniające mnie uczucie trudne jest do wyrażenia słowami, w każdym razie dziękuję bardzo Panie Wojtku za przywrócenie mnie rodzinie i dalszemu życiu. Życzę Panu dalszych sukcesów w tej dziedzinie, by ludzie potrzebujący pomocy tak jak ja, znaleźli ją w Pana uzdrawiających słowach.

Magdalena z Warszawy

 
Filip,
Warszawa, 29.07.2003

Chcę serdecznie podziękować p. Wojciechowi Góreckiemu za wyzwolenie mnie z 15-letniego nałogu alkoholowego. Chcę swoją radość i dziękczynienie wyrazić w tych kilku słowach za to co otrzymałem w czasie tych sesji. Jest to bezcenny skarb. Otrzymałem wolność dzięki tej terapii (oczywiście od alkoholu). Po pierwszej sesji udałem się na Stare Miasto z żoną wypić coś chłodnego, gdzie wszyscy wokół pili piwo, a mnie było to zupełnie obojętne. Byłem mile zaskoczony taką pozytywną reakcją. Doceniam co znaczy być trzeźwym.

Z wdzięcznością pacjent Filip S. z Holandii

 
Mieczysław,
Warszawa, 22.04.2003

Bardzo dziękuję panu Wojciechowi Góreckiemu za pomoc okazaną mi w pozbyciu się nałogu narkotykowego. Od 7 lat brałem narkotyki i dzięki Panu Wojciechowi w końcu poczułem wstręt do odurzania się, co pozwala mi obecnie normalnie funkcjonować. Po terapii znalazłem sobie pracę, w końcu zacząłem się prawidłowo rozwijać intelektualnie i fizycznie. W sumie Pan Wojciech tak naprawdę uratował mi życie, za co jestem mu bardzo wdzięczny.

Z wyrazami szacunku Mieczysław

 
Katarzyna,
Warszawa, 03.03.2003

Pragnę wyrazić serdeczne podziękowania Panu Wojciechowi za wyeliminowanie u mnie bólów migrenowych głowy, które utrzymywały się przez 25 lat. Był to dla mnie okres katorgi, cierpienie, które nie sposób określić. Dzięki tej terapii pozbyłam się natrętnych myśli, lęków m.in. przed wyjściem z domu, ludźmi, itp. Pozbyłam się objawów nerwicowych, które towarzyszyły mi przez tak długi okres. Wreszcie odzyskałam to co jest bezcenne - czyli zdrowie. Serdecznie Panu Wojciechowi dziękuję za to co dla mnie uczynił.

Katarzyna L.

 
Barbara K.
04.02.2003

Pragnę wyrazić przeogromną wdzięczność Panu Góreckiemu Wojciechowi za danie "nowego życia". Otóż od dziecka byłam wychowywana przez macochę, która podczas nieobecności mojego ojca znęcała się nade mną w sposób fizyczny i psychiczny, m.in. zamykając mnie w ciemnych pomieszczeniach. Po tym terrorze wpadłam w silną nerwicę, lęki, koszmarne sny i różne natrętne myśli. Przez ok. 30 lat szukałam pomocy, przyjmowałam różne leki, niestety ulga była krótka i w niewielkim stopniu ustąpiły powyższe objawy.

Po pierwszej sesji spojrzałam na świat z innej perspektywy, zaczęłam się cieszyć życiem i doceniać to co mam w życiu. Z każdą sesją sukcesywnie objawy zaczęły ustępować, aż sama sobie nie dowierzałam, że mogę z tego wyjść. Po zakończeniu terapii objawy ustąpiły jestem wreszcie zdrowa, a przy tym i moja rodzina, ponieważ mąż musiał się mną opiekować.

Dlatego też jeszcze raz chcę Panu podziękować za okazane ciepło i serdeczność wobec mnie.

Barbara K. z Wrocławia

 
...
Wrocław, 05.11.2002

Serdecznie dziękuję z całego serca panu Wojciechowi Góreckiemu za uwolnienie mnie od depresji, nerwic, natrętnych myśli o mojej przeszłości. Dodaję, że od piętnastu lat żyłem w ciągłym napięciu, aż dostałem depresji, która uniemożliwiała mi normalne funkcjonowanie i życie rodzinne.

Serdecznie dziękuję, że pomoc pana pozwoli mi na nowo odnaleźć sens życia i wrócić do zdrowia i równowagi psychicznej.

Jest to dla mnie bardzo ważne, gdyż jestem ojcem trójki dzieci i mocno pragnę zbudować im spokojne i szczęśliwe życie rodzinne.

Z wielką wdzięcznością i wyrazami szacunku pacjent

 
Julian,
03.11.2002

Na wstępie chciałbym serdecznie podziękować za to, że dzięki wspaniałej metodzie uratował Pan Wojciech mnie od najgorszego. Jestem wreszcie szczęśliwym człowiekiem - wolnym od alkoholu. Przez ok. 20 lat szukałem pomocy korzystając z różnych form terapii bez efektu, ponieważ nikt nie był w stanie wyeliminować u mnie chęci do picia alkoholu czyli tzw. głodu alkoholowego. Wpajano mi do świadomości, żebym nie pił alkoholu, także o skutkach jakie on wyrządza, ale jak się przekonałem to nie było to. W chwili obecnej wiem, że uzależnienie od alkoholu leży głęboko w podświadomości człowieka i wobec tego tylko dotarcie do tej sfery z odpowiednimi treściami wyeliminuje chęć do picia. Stwierdzam to kategorycznie, przekonałem się na własnej osobie, jestem po prostu szczęśliwym człowiekiem, wolnym od alkoholu. Chcę dodać, że inżynierem budowlanym.

Po pierwszej sesji u Pana Wojciecha Góreckiego odstawiłem alkohol, po następnych sesjach zmiany były coraz bardziej widoczne, zacząłem wreszcie dobrze sypiać, nabrałem wiary w siebie, przekonałem się, że życie jest piękne, ale bez alkoholu. Ocaliłem swoją rodzinę, moje dzieci i żona mogą żyć normalnie. Nie mam słów uznania dla Pana Wojciecha, który w krótkim czasie uwolnił mnie od tak głębokiego alkoholizmu. Teraz alkohol może znajdować się wokół mnie jest dla mnie po prostu obojętny i to jest dla mnie bezcenne.

Jeszcze raz chcę podziękować, serdeczne Bóg zapłać. Napisałem to podziękowanie wyrażając w nim słowa radości, myśląc o innych osobach mających podobny problem, aby mogły dowiedzieć się, że istnieje możliwości pozbycia się tego problemu.

Z wyrazami głębokiego szacunku Julian A. z Sandomierza

 
Agnieszka

Dziękuję, dziękuję za te kilka dni, które spędziłam u Pana i które pozwoliły mi wrócić do ludzi dobrych i szczęśliwych. Wiem, że to co Pan mi przekazał pomoże mi, mojej rodzinie. Odwdzięczę się Panu i światu pomagając innym żyć godnie i szczęśliwe.

"Nie sztuka umrzeć - sztuką jest żyć..."

Z podziękowaniem

Agnieszka

 
Zdzisław

Dziękuję P. Wojciechowi Góreckiemu za przeprowadzenie terapii antyalkoholowej. Jestem nałogowym alkoholikiem od kilku lat. Przez ostatnie pięć lat używałem alkoholu w postaci piwa w różnych dawkach od 5 butelek minimum do 15 butelek. Próbowałem różnych sposobów w celu odejścia od nałogu. Byłem na terapii grupowej w Łukowie, na detoksie, lecz żaden z tych sposobów nie był w stanie wyrwać mnie z nałogu. Czułem, że brakuje mi duchowego i psychicznego wsparcia w walce z tym strasznym nałogiem.

Dopiero po pierwszym seansie u P. Wojciecha Góreckiego poczułem, że jest to coś, co mi odpowiada. Wzmocniłem się psychicznie i w trakcie terapii czułem, że ciągle jestem mocniejszy psychicznie i wraca mi chęć do życia, a miałem już myśli samobójcze. Po ukończeniu terapii czuję się bardzo dobrze, całkowicie zamilkła chęć do picia piwa, jestem sprawniejszy fizycznie. Uważam, że ta terapia jest właściwa szczególnie dla ludzi wrażliwych.

Dziękuję Bogu, że pozwolił mi się spotkać z P. Góreckim i wierzę, że jego metody leczenia od uzależnienia alkoholowego są skuteczne i pozwolą mi żyć dalej owocnie i szczęśliwie.

Zdzisław

 
Jan z żoną Krystyną

Mam 45 lat. Jestem Holendrem. Od 8 lat piłem nałogowo. Związane to było z problemami w rodzinie (konkretnie z żoną), ale także otoczenie, w którym wyrosłem i przebywałem (moi rodzice też pili) - nie było sprzyjające. Po rozwodzie z żoną poznałem kobietę, Polkę. To ona spowodowała, że postanowiłem inaczej żyć. Mieszkam za granicą i nic nie wiedziałem o metodzie pani prof. Szulc.

Moja obecna żona pojechała ze mną do Warszawy do pana Góreckiego. Rozpoczęliśmy leczenie. Od razu po pierwszej sesji poczułem się lepiej. Po następnych "odżyłem", odzyskałem spokój i energię do życia.

Wiedziałem już, że mogę żyć inaczej - bez alkoholu. Jestem teraz spokojny i szczęśliwy. Nie potrafię wyrazić słów wdzięczności za okazaną mi pomoc. Moja żona i ja mówimy wszystkim, że zdarzył się chyba cud.

Panie Wojtku, nigdy tego panu nie zapomnę. W Holandii jest wielu specjalistów, u niektórych próbowałem się leczyć, ale nie skutkowało. A teraz żyję, pracuję i nie myślę o tym, aby sięgnąć po alkohol. Po prostu nie potrzebuję go. Z całego serca dziękuję i życzę dużo sił, aby mógł Pan jak najskuteczniej pomagać ludziom dotkniętym tą straszną chorobą.

Jan z żoną Krystyną

 
Beata,
Częstochowa, 12.08.2002

Serdecznie dziękuję z całego serca za spokój duszy i ciała, za energię psychiczną i radość życia, która stała się moim udziałem.

Dziękuję za uwolnienie od silnej nerwicy i nałogu alkoholowego i papierosowego.

Dzisiaj zamiast dawnego lęku, jest we mnie radość i szczęście.

Beata z Częstochowy

 
Józef z Katowic,
Katowice, 03.07.2002

Dziękuję za wyjście z nałogu alkoholowego. Od pierwszych dni terapii nie miałem i nadal nie mam żadnych myśli, ani chęci spożywania alkoholu. Dodatkowo poczułem się lepiej psychicznie, zyskałem pewność siebie i chęć do pracy i życia. Minęły wszystkie depresje.

Józef z Katowic

 
...
Szczecin, 06.02.2002

Dziękuję za skuteczną terapię, która wyprowadziła i zlikwidowała objawy lęków i natrętnych myśli oraz wiele objawów somatycznych, z którymi sobie nie mogłam poradzić. Okres ten trwał około 25 lat.

Wdzięczna pacjentka

 
Mirosław,
Mrągowo, 14.02.2002

Dziękuję za zlikwidowanie u mnie nałogu alkoholowego za pomocą bioenergostymulacji. Alkohol spożywałem od kilkunastu lat. Dziękuję jeszcze raz z całego serca dla P. Wojciecha Góreckiego

Mirosław

 
Julian,
Konstancin, 12.02.2002

Dziękuję serdecznie za wysiłek wyciągnięcia mnie z nałogu alkoholowego. Zupełnym zaskoczeniem dla mnie było to, że już po pierwszym lub drugim spotkaniu, pozbyłem się myśli o piciu. W tej chwili "doba stała się za krótka", tak wzrosła moja aktywność. Wobec wszystkiego co mnie otacza wykazuję zainteresowanie. Poprawił się mój stan zdrowia. Reakcje, sposób bycia zmieniły się zasadniczo.

Pokładam głęboką nadzieję, że uzyskany stan pozostanie trwałym - oby do końca życia.

Z głęboką wdzięcznością i poważaniem Julian

 
Olga,
06.02.2002, Szczecin

Dziękuję za terapię, jaką odbyłam u Wojciecha Góreckiego w ciągu 11 sesji, gdzie powróciło mi zdrowie, a natrętne i samobójcze myśli zniknęły. Osiągnęłam radość z życia. Przez 5 lat leczyłam się u psychiatry bez efektu.

Olga

 
Przemek,
Skierniewice

Składam podziękowanie za zlikwidowanie u mnie myśli natrętnych, stanów depresyjnych, bezsenności. Jestem wdzięczny Panu Wojciechowi Góreckiemu za skuteczną terapię. Dodaję, że terapia u psychiatry nie przyniosła skutku.

Przemek, ur. 1984

 

 
Marek,
Legionowo, 24.06.2000

Zostałem wyleczony z nałogu alkoholowego, za co serdecznie dziękuję.

Marek

 
Grzegorz,

Dziękuję za wyleczenie mnie z nałogu alkoholowego, gdzie spożywałem alkohol non stop przez 28 lat.

Grzegorz

 
Monika

Serdecznie dziękuję za to, że pomoc pana pozwoliła mi na nowo odnaleźć sens życia, za radość z każdej spędzonej chwili, za to wszystko, co zaczynam widzieć wokół siebie - nie tylko problemy, ale to, co jest wokół mnie, czyli piękny świat.

Monika Monachium

 
Marek

Chciałbym podziękować za pomoc przy rzuceniu nałogu alkoholowego. Sam na pewno nie poradziłbym sobie. Po pierwszych zabiegach zrobiłem się spokojny, wszystkie sprawy były jakby z boku, jednocześnie mogłem je rozwiązać.

Marek

 
Krzysztof

Niniejszym bardzo dziękuję Panu Wojciechowi za wielogodzinny wkład pracy w wyciągnięcie mnie z nałogu alkoholowego. Dzisiaj jestem o tym głęboko przekonany, że nie wrócę tu, inaczej jak po utrwaleniu nabytej niechęci do alkoholu w każdej jego postaci.

Z szacunkiem Krzysztof

Lipce Reymontowskie

 
Trudny przypadek

Dzień dobry Panie Wojciechu,

Przede wszystkim chciałbym Panu bardzo serdecznie podziękować za udzielona pomoc i wsparcie, którego Pan udzielił w kryzysowym momencie mojego życia. 

Zanim jednak napiszę coś więcej, chciałbym przestrzec wszystkich przed leczeniem problemów życia doczesnego, stymulowania nastroju oraz poprawiania snu i możliwości zasypiania przy pomocy alkoholu. Tak zaczęły się moje problemy, które w końcu "prawie" doprowadziły do tragedii. Nie chcę opisywać żadnych szczegółów, gdyż są one dla mnie bardzo bolesne i przywracają wspomnienia bardzo trudnych chwil. 

Gdyby nie pomoc moich przyjaciół, rodziny, Pana Wojciecha i ostatku szczęścia, to ta historia mogłaby mieć zupełnie inne zakończenie. Wspominam o "szczęściu" lub "szczęśliwym zbiegu okoliczności", gdyż te wszystkie przypadki doprowadziły mnie do Gabinetu przy ul. Mierosławskiego w W-wie. 

Jestem osobą dobrze wykształconą, która robiła karierę. Również status finansowy szedł w parze z karierą. Problemy z alkoholem dostrzegłem 2-lata temu, lecz nigdy nie stawiałem siebie w kategorii alkoholika. Po pierwszej "wpadce" poszedłem na kilka spotkań w ośrodku leczenia uzależnień. Spotkania bardzo mi nie odpowiadały, bo wymagały zwierzania, opowiadania osobistych uczuć i zdarzeń - zrezygnowałem. Druga "wpadka" była na tyle duża, że zdałem sobie sprawę z powagi sytuacji. Dzięki swojej rodzinie, która szukała możliwości leczenia skorzystałem z pomocy Pana Wojciecha. A kontakt znalazła (rodzina) dzięki książce Pani Marii Szulc. Notabene sam ją kupiłem jakiś czas temu. 

To dzięki Panu odzyskałem to wszystko, co straciłem. Każdy seans przywracał mi pewność siebie i siłę do przeciwstawiania się alkoholowi. 

Tak jak Pan mówił, byłem trudnym przypadkiem, gdzie te wszystkie traumatyczne przeżycia nie pozwalały mi funkcjonować. Biostymulacja przeprowadzana przez Pana nie wymagała opowiadania o swoich uczuciach, lecz pobudzała podświadomość. Widziałem też Pańskie zaangażowanie w problem i chęć pomocy. Czasami sam traciłem wiarę, że to się uda. Pan się nie poddawał! Teraz jestem z powrotem na właściwej drodze, w pełni funkcjonalny oraz dający sobie radę z problemami i stresem bez alkoholu. 

Serdeczne podziękowania raz jeszcze i to jest bardzo ważne, czym się Pan zajmuje.

Z Wybrzeża

Trudny przypadek

 
Uwaga: ta strona wykorzystuje pliki cookies. Więcej informacji o celu ich używania i zmianie ustawień przeglądarki znajdziesz tutaj. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie plików cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.

Czym są pliki "cookie" - „ciasteczka”?


Poprzez pliki „ciasteczka” należy rozumieć dane informatyczne, w szczególności pliki tekstowe, przechowywane w urządzeniach końcowych użytkowników przeznaczone do korzystania ze stron internetowych. Pliki te pozwalają rozpoznać urządzenie użytkownika i odpowiednio wyświetlić stronę internetową dostosowaną do jego indywidualnych preferencji. „Ciasteczka” zazwyczaj zawierają nazwę strony internetowej z której pochodzą, czas przechowywania ich na urządzeniu końcowym oraz unikalny numer.

Pliki cookies, wykorzystywane są w celu: tworzenia anonimowych, zagregowanych statystyk, które pomagają zrozumieć w jaki sposób użytkownik korzysta ze stron internetowych dostosowanie zawartości i wyglądu strony do preferencji użytkownika

Używane ciasteczka na naszej stronie


  1. PHPSESSID - identyfikator sesji użytkownika
  2. PersistentQueueNumber,manageableQueueCookie0,goodsport – przechowuje kolejkę zdjęć
  3. offerclient - sesja klienta
  4. CMS_DEBUG – debugowanie strony
  5. jsltTestCookie – testowe ciasteczko
  6. CookieInfo - informacja o wyświetleniu powiadomienia dotyczącego użycia przez stronę plików cookies
  7. __utmaa, __utmab, __utmac, __utmaz - używane są przez usługę Google Analytics która pozwala na generowanie statystyk strony www
  8. ADMS_ID, storeregion, mbox, georouting_presented, BANNER_TYPE, s_pers, s_vi - adobe.com
  9. x-src, datr - używane przez facebook.com

Zmiana ustawień ciasteczek (cookies) w przeglądarkach:


- Opera
- Firefox
- Internet Explorer
- Chrome
- Safari

Wyłączenie akceptacji ciasteczek znacznie ogranicza funkcjonalność większości podstron witryny.