W mediach

"Czwarty Wymiar" - Zerwać z nałogiem

Fijałkowski Jędrzej

2008
;
nr 12, s. 52-54

Szedł Wojciech Górecki z profesor Marią Szulc przez park na Żoliborzu. Zaczepił ich starszy pan, intensywnie przyglądający się jego towarzyszce.

- Czy my się nie znamy? - zapytał. - Jestem pewien, że widziałem gdzieś pani twarz.

- Niemożliwe - odparła Maria Szulc, mistrzyni hipnozy i biostymulacji - zawsze ją noszę przy sobie.

Anegdota niczym z surrealistycznego filmu, gdzie podświadomość walczy o lepsze z rzeczywistością. W końcu nic dziwnego, skoro profesor całe życie poświęciła tajemnicy ludzkiej psychiki. Po wielu latach poszukiwań od hipnozy werbalnej doszła do biostymulacji. Znana w świecie psychologii metoda polega na tym, że pacjent nie jest poddany całkowitej hipnozie, świadomość cały czas jest "włączona" i może kontrolować, czy treści uprzednio uzgodnione są właściwie realizowane. Jest to półsen, stan zawieszenia świadomości w "nieważkości."

W takim stanie człowiek odpowiednio prowadzony może osiągnąć bardzo wiele, sprostać zadaniom, których nie byłby w stanie podjąć i zrealizować świadomie. Dowodzi to, jak wielkie możliwości drzemią w człowieku, jeśli tylko potrafi je uruchomić.

Prof. dr Stefan Manczarski, radioelektronik, biofizyk, profesor Politechniki Warszawskiej, człowiek otwarty na wiele niewyjaśnionych i niezbadanych przez naukę zjawisk, we wstępie do książki Marii Szulc opisuje pewne zdarzenie, w którym osobiście uczestniczył.

Dnia 4 grudnia 1968 roku byłem świadkiem operacji wykonywanej przez doktora chirurga w Ośrodku Chirurgii Estetycznej w Warszawie, w czasie której Autorka (prof. Maria Szulc - przyp. J.F.) wykonała analgezję hipnotyczną, usuwając nie tylko ból, lecz również - za pomocą słów: Proszę przestać krwawić - powstrzymała krwotok powstały w czasie operacji.

A gdyby tak powiedzieć: proszę przestać pić, palić, proszę się przestać obżerać, proszę schudnąć...

Podświadomość to dość kłopotliwe nasze wewnętrzne "ja". Stwarza wrażenie młodszego, upartego brata, który chce dobrze, ale nie cierpi, gdy mu się rozkazuje lub próbuje nim rządzić. Musi być całkowicie przekonany o dobrych intencjach świadomości, żeby z nią współpracować. W rzeczywistości ten "brat" jest od "nas" (czyli naszej świadomości) dużo starszy, dlatego łatwo porozumiewać się z nim za pomocą snów, archetypów (pierwotnych sygnałów, wzorców zachowania o dużym ładunku emocjonalnym, często zawartych w skrótowym przekazie, jakim są symbole), emocji, systemów wróżebnych.

Większość nękających nas życiowych kłopotów to problemy emocjonalne. Nie da się ich wyjaśnić, wytłumaczyć logicznie. Zatem trzeba przystąpić do rozmowy z podświadomością za te emocje odpowiedzialną, przekonać ją, że trzeba wykonać pracę, która będzie korzystna dla naszego "całego ja". Stosuje się wówczas technikę biostymulacji.

- Przekazywane podświadomości "do uwierzenia" informacje muszą być zwięzłe, jednoznaczne, konkretne - mówi Wojciech Górecki. - Podawane ciepłym, spokojnym, zrównoważonym głosem. Nasza podświadomość, nastawiona na odbiór emocji, nie przyjmie "do siebie" długiego, choćby nie wiem jak mądrego wywodu, że np. palenie i alkohol szkodzą lub że otyłość przeszkadza nam w życiu. Czasami trzeba sięgnąć do symbolu, do ruchu, do sygnału, który ją obudzi, znajdzie wspólny język i pozwoli choć trochę sterować, w dobrym rozumieniu tego słowa...

Symbolami mogą być słowa, odgłosy, na które będzie podatna, wreszcie dłoń ułożona w specyficzny sposób. Jedna podświadomość jest bardziej wrażliwa na głos, inna na dźwięki przyrody, jeszcze inną poruszą bodźce wzrokowe. Do każdej trzeba dotrzeć, znaleźć tę jedyną ścieżkę, która do niej prowadzi. Umieć rozpoznać, jaka jest, czego się boi, poznać jej pragnienia. Tyle podświadomości, ile ludzi. To sprawa niełatwa, dlatego Górecki postanowił skończyć psychologię, żeby to wszystko lepiej zrozumieć, łatwiej i szybciej trafić w newralgiczny punkt, prowadzący do wyleczenia z choroby i kłopotów, nierzadko zaś nie dopuścić do tragedii.

Górecki, namiętny palacz, trafił do profesor Szulc jako pacjent. Po dwóch seansach przestał palić. Nie mógł zrozumieć, jak po dwóch półgodzinnych spotkaniach udało mu się zerwać z nałogiem.

Zaczął dociekać, co takiego się wydarzyło. Profesor cierpliwie udzielała odpowiedzi, dostrzegła w nim bowiem umiejętność nawiązywania kontaktu, chęć niesienia pomocy i... ze zdumieniem - zdolności bioenergoterapeutyczne. Dwanaście lat trwała nauka w systemie: mistrz - uczeń. Pod okiem mistrzyni Górecki sam zaczął przyjmować pacjentów. Po jej śmierci przejął gabinet, nazwał go Przychodnią im. prof. Marii Szulc i rozpoczął samodzielną działalność.

- Gubimy się jako ludzkość, jako jednostki, nie potrafimy znaleźć punktu podparcia dla dalszego życia. Nasza konstrukcja psychiczna słabnie. Jesteśmy podatni na bodźce, które łudzą nas i mamią, że są dla nas dobre. Potem przychodzi konfrontacja z wartościami zakodowanymi w podświadomości i następuje rozdźwięk w naszej osobowości. Jedno "ja" - podświadomość podatna na emocje, bierze z życia to, co wydaje się jej niezbędne, kolorowe, czym się zachłystuje; drugie "ja" - świadomość, chłodnym okiem spogląda na własne możliwości, ocenia, na ile możliwe są pewne działania. Jak pogodzić tę wodę z ogniem?...

To właśnie jego rola. Powiadają naukowcy, że 80 proc. populacji jest w mniejszym lub większym stopniu niezrównoważona psychicznie. Wyścig szczurów, pęd za bogactwem, za materialnymi dobrami, często zaś niemożność ich osiągnięcia, powodują, że popadamy w depresję (kolega ma lepsze stanowisko, sąsiad - samochód, sąsiadka - ciuchy, na które nas nie stać), szprycujemy się wszystkim, co tylko pozwoli na przyspieszenie, dogonienie, wyprzedzenie: alkoholem, trawką, prozacami, anabolikami, nikotyną. Organizm jakiś czas to wytrzymuje, potem jednak zaczyna psychiczny i fizyczny strajk.

- Co z tego, że odzwyczaję kogoś od alkoholu, jeśli fakty, "dzięki" którym pił, nadal go będą osaczać. Tu potrzebna jest głębsza praca, odnalezienie punktu zaczepienia, trampoliny, od której wyzwolony z alkoholizmu człowiek będzie potrafił odbić się do dalszego życia. Musi uwierzyć, że od tej chwili nastąpi zmiana, bo nie pije, bo ma chęć coś zmienić...

"Alkohol to największy lichwiarz na świecie: obdarza dobrym nastrojem, pomaga w stresie, pozwala przeżyć ciężkie doświadczenia życiowe. Z wolna staje się dobrym kolegą, wkrada w łaski. Z czasem staje się najważniejszy, innych odsuwając na boczny tor. Kiedy już wie, że stał się ważny, że zyskał pełne zaufanie, wystawia rachunek. Rachunek straszny. Żąda, aby być jedyną treścią życia, aby wszystko, co kołacze się w głowie, było z nim związane. Każe przewartościować pojęcia: praca? - tak, przecież za coś trzeba pić. Rodzina? - przeszkadza tylko w intymnych schadzkach z alkoholem. Tak było ze mną przez długie lata. (…) I kiedy już myślałem, że moje życie dobiega końca, bo jak długo można żyć, będąc zaszczutym przez samego siebie, dowiedziałem się o Gabinecie Biostymulacji, gdzie takich jak ja - gasnących - przywraca się do życia. Z początku nie mogłem uwierzyć, że metoda może być tak skuteczna, dająca rezultaty już po pierwszym spotkaniu (…) Nie chcę dociekać, jak Pan Wojciech Górecki dokonuje cudów, bo dla mnie to, co robi, to cud... To miejsce w głowie, w którym od lat królował alkohol, wypełnia się powoli spokojem, nadzieją i pogodą ducha. Po raz pierwszy od wielu lat potrafię spojrzeć w przyszłość i nie widzę tam cuchnącej, mrocznej, zimnej ściany, widzę natomiast bezkresny, pogodny i słoneczny świat - on czeka na mnie...".

To list jednego z pacjentów Wojciecha Góreckiego. Jest ich więcej. Wszystkie w podobnym tonie, wszystkie dziękujące za pomoc w wyleczeniu z nałogu, z otyłości (wszak to też nałóg, często nerwica, każąca w sytuacjach stresowych sięgać po jakiekolwiek jedzenie), z psychosomatycznych bólów, migren, natręctw...

Pamiętacie film Koterskiego "Dzień świra", święcący jakiś czas temu triumfy na ekranach kin? Czy oglądając go, nie mieliście wrażenia, że reżyser podglądał chwilami właśnie was? Wrażenia, że to przecież o mnie film, ja właśnie tak robię: wracam sprawdzić, czy zamknąłem drzwi, poprawiam się podobnie na kanapie, oglądając telewizję itd. Każdy z nas ma drobne, przeszkadzające mu nawyki. Póki nad nami nie dominują - wszystko jest jeszcze w porządku. Jeśli zaczniemy im podporządkowywać życie - czas, by odwiedzić Góreckiego.

Kładziemy się wówczas na kozetce w gabinecie, słuchamy opowieści o szumiącym lesie, wodnej strudze, szumie ptaków, uspokajamy się, wyciszamy, zostawiamy gdzieś daleko za sobą pośpiech i gonitwę, rozpaczliwe szukanie kieliszka, papierosa, ciastka. Jest spokojnie, bardzo spokojnie, dlaczego taki świat nie może trwać dalej, gdy wstaniemy z kanapy? Ależ może! To zależy tylko od nas. Górecki łagodnym głosem uspokaja, opowiada, składa dłonie w tajemnicze znaki, stymuluje muzyką. Szuka drogi do naszej świadomości, próbuje jej przekazać inny wzorzec działania, zlikwidować rozdźwięk osobowości, wpoić poczucie wartości.

- Drugi, obok pośpiechu i gonitwy za dobrami materialnymi, największy problem naszych czasów to brak autorytetów - zdecydowanie stwierdza terapeuta. - Zaczyna się w rodzinie, potem w szkole, miejscu pracy. Tracimy zaufanie do rodziców, nauczycieli, przywódców, religii, nie mamy oparcia w drugim człowieku. Rozpaczliwie szukamy pomocy: uciekamy w nałóg, wybieramy wzorce chwilowe, wpadamy w sidła sekt, złych związków. Wszystko się supła...

I wtedy musimy znaleźć pomoc - w swoich, głęboko skrywanych wartościach, które posiadamy od zawsze, tylko gubimy je, spychamy na dno duszy, żeby nie przeszkadzały w naszym pochodzie za sukcesem. W dobru, które tkwi w nas, nim pojawimy się na tym świecie, odsuwanym powolutku, dzień po dniu, rok po roku. Aż zostają w nas, stojące na przeszkodzie naszego rozwoju, samo zło, niechęć i, jak to ładnie określił Wańkowicz - "bezinteresowna nieżyczliwość".

Na kozetce ustawionej pośrodku lasu, przy szemrzącym strumyku próbujemy przebić się przez tę niechęć do świata Dobrych Ludzi. I choć czasem przychodzi to z trudem, to...

- Większość moich pacjentów wraca do życia. I ze zdziwieniem stwierdza, że mimo wszystko jest ono rzeczywiście kolorowe...

 
REWIA - Biohipnolog pomaga jej pokonać bezsenność

Kamil Grygorowicz

Długo walczyła z tym problemem. W końcu znalazła sposób i opowiada nam o nim. Izabela Trojanowska

Z bezsennością walczy od wielu lat. Dobrze zna długie noce, kiedy nie pomaga liczenie baranów, a nieustannie tykająca wskazówka zegara przyprawia ją o poczucie zniechęcenia. - Bezsenność to mój kat, i to już od bardzo dawna - mówi w rozmowie z dziennikarzem Rewii. Opowiada o tym, jak próbowała uciec przed nią na wiele różnych sposobów. Najlepszym okazała się biohipnoza.

Wykręca jego numer

Wojciecha Góreckiego znalazła dzięki książce nieżyjącej już dr Marii Szulc. - Zaintrygowała mnie na tyle, że próbowałam się dowiedzieć czegoś więcej na temat opisywanych przez autorkę metod leczenia hipnozą - mówi Trojanowska. Tym sposobem trafiła na ślad ucznia prof. Szulca, Wojciecha Góreckiego. - Cudotwórca - podsumowuje krótko.

- Kiedy nie mogę zasnąć, bez względu na porę wykręcam jego numer. Przesłana telepatycznie uzdrawiająca energia sprawia, że po chwili znajduję się już w objęciach Morfeusza.

Dziennikarz Rewii umawia się z nim na rozmowę w jednej z zatłoczonych kafejek na warszawskiej Ochocie. - Biohipnoza, inaczej biostymulacja pomaga w leczeniu za pomocą kodowania w umyśle pacjenta afirmacji, które mają uzdrawiające właściwości - tłumaczy terapeuta. Jak mówi, dzięki tej metodzie można wyleczyć m.in. nerwice, stres, problemy z nadwagą, a także skutecznie poradzić sobie z nałogiem nikotynowym i alkoholizmem.

Dobre serce i dusza dziecka

Swoje zdolności kształcił pod okiem dr Marii Szulc, polskiej wynalazczyni metody leczenia hipnozą i pionierki w dokonywaniu operacji bez użycia skalpela. O swojej sławnej pacjentce opowiada w samych ciepłych słowach. - Ma dobre serce i duszę dziecka, jest jedną z najbardziej wrażliwych kobiet, jakie spotkałem w swoim życiu.

Jak mówi, obdarzone takimi cechami osoby często zdradzają dar jasnowidzenia. Czy posiada go też Izabela Trojanowska? - Tak, ale o szczegóły proszę już spytać ją samą.

- To prawda, choć wolę nazywać to intuicją - potwierdza Trojanowska. Tej ufa bez granic. Może dlatego, że w jej życiu nie brak wydarzeń, podczas których szósty zmysł pomógł jej zapobiec niebezpieczeństwu, choć szczegóły woli zachować dla siebie.

- Nie chcę, by uważano mnie za osobę nawiedzoną - śmieje się. Wierzy w moc modlitwy i opiekę dobrego Anioła Stróża. - Codziennie proszę go opiekę nade mną i córeczką Roxaną.

Prośba o wstawiennictwo

O wstawiennictwo nad nią prosi też Jana Pawła II.

- W dniu, w którym umarł, długo się modliłam - opowiada. Znak, że modlitwa została wysłuchana, otrzymała niedługo po tym. - Wybrałam się z przyjaciółmi w podróż do Rzymu - opowiada. - Postanowiliśmy odwiedzić miejsca, które miały szczególne znaczenie dla papieża. Kiedy stanęłam pod jego pomnikiem, moje serce wypełniło nieopisane ciepło. Wiem, że brzmi to niesamowicie, ale tak było naprawdę !

 
Gwiazdy mówią... - Psychostymulacja - tajemnicza konkurentka psychoanalizy

Dorota Starosta

08.09.2002
;
Nr 36/2002

Psychostymulację przez 34 lata opracowywała profesor Maria Szulc, biochemiczka. Twórczyni koncepcji już nie żyje, ale zostawiła następcę i spadkobiercę swojej metody. Jest nim Wojciech Górecki (...)

U podstaw nałogów leży konflikt

Psychostymulacja jest szczególnie skuteczna w przypadku leczenia z nałogów. Wychodzi się tu z założenia, że u podłoża nałogu leży konflikt między tym, czego chce świadomość, a tym, czego domaga się od nas podświadomość - głęboko ukryta, ale praktycznie rządząca naszym zachowaniem. Zadaniem terapeuty jest, podobnie jak w przypadku psychoanalizy i hipnoterapii, dotarcie do podświadomości chorego i zmiana zawartych w niej informacji. Zaletą tej metody jest to, że nie wprawia się pacjenta w stan hipnotyczny. Cały czas wie on, co się z nim dzieje, kontroluje, jakie treści trafiają do niego - dzięki temu czuje się bezpieczniej.

Kodami w alkoholizm

Psychostymulacja nie jest też, w przeciwieństwie do psychoanalizy, rozmową terapeuty z pacjentem. Coraz bardziej jestem więc ciekawa, na czym ta metoda polega.

- Mamy inną drogę dotarcia do podświadomości, pewną furtkę, która jest tajemnicą tej metody i przynajmniej na razie nie mogę jej zdradzić - tłumaczy mi pan Górecki.

W trakcie seansu używa nie tylko słów, zdań, które mają zmienić nastawienie pacjenta, ale także pewnych gestów mających symboliczną moc.

Na podświadomość skuteczniej działają obrazy, symbole niż bezpośrednie sugestie - wyjaśnia. - Aby, na przykład, odebrać pacjentowi przemożną chęć picia alkoholu, w czasie zabiegu wykonuję gesty-kody.

W przypadku alkoholizmu chwali się 95% skutecznością! Udaje mu się też wyciągać ludzi z uzależnienia od narkotyków - w takich przypadkach posiłkuje się hipnozą.

W pogoni za podświadomością

W gabinecie terapeuty poznaję jedną z jego pacjentek, panią Beatę. Zgodziła się opowiedzieć o sobie.

- Byłam w depresji i cierpiałam na bardzo silną nerwicę - mówi. - Nie mogłam nic poradzić na ciągłe kołatanie serca, drżenie rąk. Miałam stałe poczucie beznadziejności życia. Byłam przerażona, że skończy się to powrotem do alkoholu. Wcześniej przeszłam leczenie odwykowe, ale w zamkniętym zakładzie pogłębiły się moje skłonności depresyjne. Kilka lat temu czytałam książkę Marii Szulc: "Potęga podświadomości". Pomyślałam, że ona mi pomoże, zaczęłam poszukiwania i tak trafiłam do pana Wojciecha. Już po pierwszych wizytach wyciszyłam się i poczułam spokój, choć poprawa nie była stabilna. Od 3 tygodni przychodzę tu codziennie, objawy nerwicy ustąpiły.

Teraz jeszcze chciałaby raz na zawsze nabrać wstrętu do alkoholu.

Wysoka samoocena broni przed schorzeniami

Do pana Góreckiego przychodzą nie tylko ludzie chcący pozbyć się nałogów, lecz także ci, których męczą nerwice, lęki, stres, migreny czy wady wymowy. W wielu przypadkach terapia zaczyna się od poprawienia samooceny - mnóstwo naszych problemów bierze się po prostu stąd, że mamy o sobie bardzo złe zdanie!

Gdy przychodzi do niego ktoś z obniżonym poczuciem własnej wartości, pan Wojciech wprowadza go w stan relaksu, a następnie prosi, by wyobraził sobie tablicę, na której wypisano te jego cechy, które go blokują, przeszkadzają mu żyć; że jest leniwy, złośliwy, małostkowy... A potem w wyobraźni pacjent wyciera tablicę do czysta, jakby wymazywał z siebie te wady, i zapełnia ją nazwami takich przymiotów, jakie chciałby posiadać i przejawiać na co dzień. Pisze, że jest mądry, miły, szlachetny. Musi święcie uwierzyć, że te cechy rzeczywiście w nim tkwią, że, jeśli tylko zechce - taki będzie.

Wraz z lękiem mija jąkanie

W wielu przypadkach bardzo istotne jest dotarcie do traumy dziecięcej - do przerażającego wydarzenia z wczesnego dzieciństwa, które jest ukrytą przyczyną jakiegoś problemu czy dolegliwości (fobii, wady wymowy, natręctwa). Wyciągnięcie wspomnienia tak głęboko zakopanego w pamięci wymaga seansu hipnotycznego.

- Przychodziła do mnie pani, która straszliwie się jąkała - opowiada pan Wojciech. - Udało nam się dojść do momentu, gdy miała 2 latka, a jej opiekunka, nie mogąc znieść jej dziecięcego marudzenia i płaczu, zamykała ją w szafie. Lęk zamkniętego w ciemnościach dziecka wciąż w niej tkwił. Dopiero wydobyty, nazwany, oswojony, przestał mieć wpływ na życie kobiety. A wtedy objawy fizyczne również ustąpiły.

Wojciech Górecki jest też bioenergoterapeutą.

- W trakcie sesji harmonizuję pola energetyczne pacjenta, dlatego psychostymulację w moim wykonaniu wolałbym nazywać bioenergostymulacją.

 
Encyklopedia Medycyny Naturalnej - Psychostymulacja - uniwersalna terapia zwalczania nałogów.

Numer 142

Psychostymulacja należy do nowoczesnych metod wpływania na stan psychofizyczny człowieka poprzez oddziaływanie bezpośrednio na umysł (pośrednio również, na cały organizm) na poziomie podświadomym, w sposób podobny do tego, jaki wykorzystuje się w większości terapii hipnotycznych. Twórczynią tej metody jest profesor biochemii i uznana terapeutka Maria Szulc, specjalizująca się w sposobach leczniczej stymulacji psychofizycznej. Przez wiele lat stosowała hipnozę w wielu odmianach, takich jak np. analgezja hipnotyczna, pozwalająca na uśmierzanie bólu, lub techniki powstrzymywania krwawień podczas operacji. Zawsze jednak zdawała sobie sprawę z poważnych ograniczeń klasycznych technik hipnotycznych, dlatego podjęła próbę stworzenia własnej, udoskonalonej metody głębokiego, psychofizycznego oddziaływania na organizm człowieka. Nową, unikalną terapię opracowała na podstawie tzw. hipnozy werbalnej, polegającej na kodowaniu w umyśle pacjenta określonych informacji słownych, podczas gdy znajduje się on w tzw. transie hipnotycznym - szczególnym stanie psychofizycznym umożliwiającym dostęp do podświadomości przy jednoczesnej dezaktywacji świadomości.

Podstawową cechą nowego sposobu leczenia, nazywanego początkowo biostymulacją, a następnie psychostymulacją lub bioenergiostymulacją, było to, że w odróżnieniu od tradycyjnych technik hipnotycznych pozwalał on na dostęp do podświadomości przy zachowaniu całkowitej świadomości pacjenta. Metoda ta ma wszystkie zalety klasycznych technik stymulacji mentalnej i pozwala wydobyć tkwiące w podświadomości człowieka rezerwy energetyczne, które można spożytkować w celu osiągnięcia korzyści zdrowotnych.

Podobnie jak w każdej odmianie hipnozy, również w psychostymulacji zasadniczym obszarem zainteresowania terapeuty jest podświadomość. Termin ten, użyty po raz pierwszy przez austriackiego psychiatrę Zygmunta Freuda (1856-1939), oznacza tajemniczą, ukrytą sferę ludzkiej psychiki, gromadzącą istotne treści, do których świadomy umysł, jakim posługujemy się na co dzień, nie ma dostępu.

W podświadomości gromadzą się informacje uprzednio przetworzone i wyparte przez świadomość, która zajmuje się odbieraniem bodźców zmysłowych oraz podejmowaniem prób porządkowania rzeczywistości w taki sposób, aby umożliwić sprawne funkcjonowanie człowieka w świecie. Jednak zepchnięty do podświadomości "nadmiar informacji" przybiera formę inną niż ta, w jakiej funkcjonował w świadomości. Podświadomość jest bowiem bardziej pierwotna i mniej podatna na regulację poprzez wpływy zewnętrzne - to dziedzina intuicji, instynktu, przeczuć i lęków. Zgromadzone w niej treści są słabiej uchwytne, mniej konkretne, co nie znaczy, że wywierają mniejszy wpływ niż na przykład obrazy jasno rejestrowane przez zmysły. Okazuje się, że w rzeczywistości ich wpływ może być dominujący, jak w wypadku koszmarnych snów - ich treści nie możemy uchwycić, ale potrafią wywołać nieprzyjemne objawy psychofizyczne, takie jak dreszcze lub przyspieszone tętno.

Podświadomość rządzi się własnymi prawami, nie podporządkowuje się nakazom świadomego umysłu i często działa wbrew jego woli. To aktywna, mroczna warstwa naszej psychiki o kolosalnym, choć niejednoznacznym znaczeniu. W pewnym sensie jest też potężniejsza od świadomości, ponieważ niedostrzegalnie nią zawiaduje. Istnieje jednak jej słaba strona - umysł w obrębie podświadomości ma ograniczoną zdolność działania i poddaje się specyficznym sugestiom, które potrafią wywołać błyskawiczną reakcję sfery podświadomej lub nawet wprowadzić do niej trwałe zmiany informacji.

Unikalna metoda M. Szulc pozwala na dotarcie do głębokich pokładów podświadomości oraz uruchomienie mechanizmów uzdrawiania (czy raczej samouzdrawiania) dzięki kodowaniu w sferze nieświadomego umysłu specyficznych informacji odpowiedzialnych za zarządzanie układami i reakcjami organizmu. Ponieważ umysł podświadomy kieruje się nie weryfikowanymi na bieżąco informacjami, lecz pewnymi "obrazami", schematami myślowymi, które nie muszą być logiczne i zgodne z doświadczeniami umysłu świadomego, często dochodzi do konfliktów pomiędzy tym, czego chce świadomość, a tym czego żąda podświadomość. Mimo iż tego nie chcemy, zakodowane schematy myślowe w znacznej mierze decydują o przebiegu różnych procesów, kierują fizjologią i odpowiadają za wywoływanie reakcji na bodźce zmysłowe. Sprawne zarządzanie organizmem jest w tej sytuacji niemożliwe. Z tego typu konfliktów rodzą się wszelkiego rodzaju kompleksy, fobie, maniactwa i inne nieprawidłowości w funkcjonowaniu psychiki. Stąd bierze się irracjonalny, podświadomy strach na widok jakiegoś kształtu. Tutaj właśnie tkwi przyczyna nałogów - chorobliwych stanów, w których jednocześnie czegoś głęboko pragniemy i świadomie chcemy to odrzucić.

Metoda M. Szulc pozwala zmienić i przeprogramować szkodliwe, głęboko zakodowane przeświadczenia czy nawyki myślowe. Błędne schematy mogą nie tylko powodować dolegliwości, ale także utrudniać lub wręcz blokować mechanizmy samoleczenia organizmu. Sens oddziaływania metody psychostymulacyjnej polega właśnie na takim "przepisywaniu" treści podświadomego umysłu dotyczących pewnych obszarów funkcjonowania ludzkiego ustroju, często poprzez proste komunikaty akustyczne i optyczne w specyficznej formie (np. monotonny, spokojny, hipnotyczny głos terapeuty, gesty). Dzięki temu psychostymulacja bezpośrednio usuwa przyczyny zaburzeń, a nie tylko nieprzyjemne objawy, co jest szczególnie ważne w zwalczaniu schorzeń psychosomatycznych o podłożu nerwowym oraz uzależnień.

Metoda psychostymulacyjna ma tę przewagę nad konwencjonalnym leczeniem, że w tym drugim stosuje się silnie działające środki farmakologiczne o różnorodnych negatywnych skutkach ubocznych. Preparaty te mogą powodować nie tylko nieprzyjemne symptomy, takie jak nudności, wymioty, ospałość, zmęczenie, ale też prowadzić do nieodwracalnych zniszczeń w obrębie psychiki, odbierając równowagę ducha, a często nawet modyfikując osobowość. Psychostymulacja należy do metod nieagresywnych i nieszkodliwych, pozwalających nawiązać rzeczywisty kontakt z pacjentem poprzez dotarcie do niego na poziomie podświadomym. Jest nieinwazyjna oraz całkowicie bezpieczna, ponieważ chory podczas zabiegu cały czas pozostaje w kontakcie z rzeczywistością i nie musi obawiać się złych intencji terapeuty (wyeliminowane jest ryzyko polegające na tym, że osoba przeprowadzająca zabieg "zaprogramuje" coś bez wiedzy i zgody pacjenta, tak jak to może to mieć miejsce podczas seansów hipnotycznych).

Opisywana metoda ma szerokie zastosowanie w terapii i profilaktyce zdrowotnej. Okazała się niezwykle przydatna w walce z wszelkimi nałogami, w niektórych wypadkach, np. w alkoholizmie, przynosząc niemal stuprocentową skuteczność (do usunięcia tego nałogu potrzeba 28 sesji, a nerwic - około 10). Czasem wyleczenie alkoholików następuje już po pierwszym zabiegu (osoby, którym pomogła metoda psychostymulacyjna, wpisują się do specjalnej księgi dokumentującej uzdrowienia). Oprócz tego psychostymulacja pozwala leczyć schorzenia psychosomatyczne, choroby cywilizacyjne, takie jak nieprawidłowe krążenie krwi oraz praca serca, nadciśnienie i niedociśnienie tętnicze, cukrzycę i otyłość. Uzupełnia terapię zaburzeń emocjonalnych, pomaga osobom mającym trudności z wyrażeniem własnych uczuć i myśli oraz nawiązywaniem kontaktów z innymi ludźmi. Ponadto usuwa lęk, niepokój i napięcie nerwowe, choć przeciwwskazaniem do przeprowadzenia tej terapii są ciężkie choroby psychiczne, którym zazwyczaj towarzyszą te objawy.

Psychostymulacja przynosi też doskonałe efekty w pracy nad sobą i doskonaleniu osobowości, ponieważ umożliwia usuwanie niepożądanych cech oraz wzmacnia rozwój duchowy. Dlatego bywa stosowana w resocjalizacji przestępców oraz w celu wspomagania prawidłowego rozwoju emocjonalnego młodocianych kryminalistów. Może też służyć jako metoda profilaktyki zdrowotnej, holistycznie pobudzając organizm, łagodząc skutki przewlekłych stresów, zmniejszając ryzyko wystąpienia chorób krążenia i układu nerwowego. Dodatkowo rewelacyjnie wpływa na wyobraźnię i zdolność koncentracji, stymuluje pamięć, pomaga w uczeniu się, wyostrza intuicję i zdolności parapsychologiczne.

Metoda M. Szulc może również przynieść efekty tam, gdzie medycyna okazuje się bezradna, na przykład w takich schorzeniach, jak stwardnienie rozsiane lub nowotwory. Terapeuci twierdzą, że jest skuteczna niezależnie od tego, czy wierzymy w jej działanie. Inaczej niż w hipnozie, która czasem się nie sprawdza, ponieważ niektórzy pacjenci nie są podatni na jej działanie.

Psychostymulacja jest doskonałym sposobem poznawania i oczyszczania podświadomości, pomaga uporać się z kompleksami, brakiem wiary we własne możliwości, nieśmiałością i zagubieniem.

Seanse powinni prowadzić doświadczeni terapeuci o specyficznych, wrodzonych zdolnościach. Niezwykle ważne jest, by wkładali w uzdrawianie pacjentów mnóstwo energii i serca. Z tego względu warto poszukać profesjonalisty, który nie tylko doskonale opanował technikę leczenia, ale jest również dobrym psychologiem. Cenionym kontynuatorem pracy M. Szulc jest Wojciech Górecki - terapeuta mieszkający i praktykujący w Warszawie, specjalizujący się w różnych odmianach hipnozy, który zasad psychostymulacji uczył się 12 lat bezpośrednio od jej twórczyni.

 
Nieznany Świat

Jędrzej Fijałkowski

Nr 9/2003

Ilu ludzi, tyle podświadomości. Do każdej potrzebny jest inny klucz 

Zielona łąka ciągnie się jak okiem sięgnąć: od stóp po horyzont. Robisz kilka kroków po miękkiej, soczystej trawie, która ugina się pod twoimi stopami. Czujesz tę radość stąpania po niej. Nad tobą błękitne niebo, w przestworzach słychać głosy ptaków. Cieszysz się, że jesteś.

Rozglądasz się wokół. Jest pięknie. W oddali dostrzegasz duże drzewo. Widzisz jak wiatr porusza gałęziami, gdy podchodzisz bliżej, słyszysz jego szum. Obok drzewa wije się rzeka. Brzeg jest łagodny, możesz podejść blisko wody, dotknąć jej, poczuć chłód.

Kiedy podmuch wiatru staje się mocniejszy, z drzewa spadają liście. Wirując w napowietrznym tańcu wpadają w nurt z ledwie słyszalnym pluskiem. Listkowe łódeczki lądują ci pod nogami, kręcą się, giną w dali, po chwili już ich nie widzisz. Znikają za zakrętem rzeki.

Przykucnij na brzegu, pomyśl chwilę, a kiedy kolejny liść wpadnie do wody, połóż nań swój największy kłopot. Potem kolejny, i jeszcze jeden. Kładź zmartwienia, złości, niemoce. Patrz jak odpływają, giną za zakrętem, przepadają na zawsze. Już ich nie ma, już jesteś wolny, swobodny...

Większość z nas wie o istnieniu podświadomości, połowa zdaje sobie sprawę, że dzięki niej można zmieniać świadome życie, zaś ledwie parę procent potrafi robić to w praktyce. Ci ostatni za pomocą wrodzonych lub wyuczonych przez lata zdolności tak programują na planie podświadomym swoje działania, by osiągać cele założone w świadomym, fizycznym życiu. Czym bowiem innym, jeśli nie rozmową z podświadomością okazuje się pozytywne myślenie, powtarzanie sobie, że jesteśmy doskonali a nasze ruchy są precyzyjne, potrzebne, zamieniające w sukces, każde wydawałoby się, niepowodzenie.

Dotrzeć do podświadomości nie łatwo. To wspaniały, ale wymagający towarzysz naszego jestestwa: trochę narowisty, krnąbrny, czasami do bólu szczery, zawsze jednak skory i gotowy do pomocy, jeśli tylko będziemy z nim równie szczerze rozmawiać i po przyjacielsku prosić o pomoc.

Podświadomość istnieje od zawsze

Od chwili, gdy narodził się człowiek skrzętnie zapisuje matrycę jego DNA przekazując wciąż kolejnym pokoleniom głęboko skrywane lęki: przed smokami, ogniem, piorunem, burzą i potopem. One wszystkie w nas tkwią. Jeśli to rozumiemy, jeśli mamy silną osobowość lub potrafimy zapanować nad tymi sygnałami - nie uwidaczniają się. To tak jak z organizmem: gdy nasz układ immunologiczny (odpornościowy) jest w doskonałym stanie - żadna choroba nie ma do nas dostępu. Jeśli jest w kiepskiej kondycji - byle przeziębienie kończy się zapaleniem płuc.

Psychostymulacja jest nowoczesną metodą wpływania na stan psychofizyczny człowieka przez oddziaływanie na umysł (pośrednio zaś na cały organizm) na poziomie podświadomym. Metodę tę stworzyła profesor Maria Szulc

Tysiące atakujących nas bodźców odbieramy przez podświadomość. Wszystko to chłoniemy w siebie. Na poziomie świadomym odbieramy jednak zaledwie nikły ich procent. Większość zgarnia podświadomość, która w najmniej oczekiwanym momencie potrafi przypomnieć dawno zapomniany bit pamięci i zawirować naszym życiem. Jeśli jesteśmy odporni - potrafimy odrzucić ten sygnał, jako zbędny balast. Jeśli nie - przeżywamy to: raz, drugi, setny. Rodzi się stres. Coś nas dręczy, przeszkadza myśleć, smędzi się po umyśle jak czad, zamula, przeszkadza. Tak powstają natręctwa, lęki, nerwice. Obejrzyjcie Dzień świra. To genialne przedstawienie ludzkiego produktu dnia dzisiejszego: zagubionego, zastraszonego, posupłanego zabełtanymi informacjami podświadomości, która ze swojego śmietniska wrzuca do umysłu wszystko, na co pozwolimy.

Poszukiwanie na "tablicy rozdzielczej" osobowości pacjenta "przełączników" umożliwiających zmianę dotychczasowych zachoawań, obchodzenie blokad. Wojciech Górecki

A potem szukamy antidotum, aby ją wyłączyć: alkohol, prochy, mocne życie. Zagłuszyć brzęczący jazgot niespełnienia powodujący, że czujemy się gorsi, do niczego, nie potrafimy przeskoczyć przez poprzeczkę postawioną przez nas samych na niebotycznej wysokości. Nerwicowcy, frustraci, alkoholicy. Ile nas?

Żądzą nami emocje

genetyczne archetypy: karzącego ojca, kojącej matki, egocentryka. Dziwne, ale każdemu z tych archetypów odpowiada bardzo konkretny gest, specyficzne ułożenie trzech palców jednej ręki. Dziwne, ale podświadomość odpowiada na te pierwotne gesty, reaguje na nie. Utrwala spójnię z nimi, identyfikując się i potwierdzając, do jakiej grupy ludzi należymy. Kupuje te gesty uznając, że oto nawiązaliśmy z nią kontakt, chcemy rozmawiać, a ona jest do tej wymiany zdań gotowa.

I to jest pierwszy sukces terapeuty. Wynegocjowaliśmy warunki rozmowy, obie strony wyraziły chęć do wymiany informacji. Teraz trzeba tylko umiejętnie postępować: łagodnie, ale skutecznie, miękko, ale zdecydowanie. Najważniejsze - określić typ osobowości, potem osobiste problemy: te z przeszłości, te obecne. Jeśli szukasz pomocy naprawdę - współpracujesz, odpowiadasz na pytania otwarcie, choć są czasem drażliwe. Wiesz, że każda odpowiedź tworzy twój prawdziwy obraz, normalnie skrywany głęboko w podświadomości. Uzewnętrzniasz się, pozbywasz skorupy, która narosła w tobie i na tobie, przez tyle lat gromadzenia fałszywych wizji, grania fałszywych ról w różnych środowiskach: ze strachu, z chęci imponowania, sprawienia komuś przyjemności.

Przychodzisz z ciężarem dziesięciokrotnego zawracania z dworu, aby sprawdzić, czy zamknąłeś drzwi, wyłączyłeś żelazko, zgasiłeś kuchenkę. Przychodzisz, bo setki razy liczysz latarnie, słupy, samochody, przechodniów i czekasz długo, aż przemknie autobus o parzystym numerze. Spluwasz za siebie dziesięć razy po dziesięć, bo jeśli mniej - może zdarzyć się coś niedobrego, zakładasz rajstopy przez niemal pół godziny, żeby szew wypadł idealnie równo, starasz się nie odzywać do nikogo w windzie, żeby tylko oni nie odezwali się do ciebie pierwsi.

A teraz kładziesz się i czekasz. Wojciech Górecki wykonuje kilka ruchów, odwołując się do archetypów funkcjonujących w twojej podświadomości. Wprowadza cię w lekki trans, podczas którego zachowujesz całkowitą jasność umysłu, pełną świadomość. W każdej chwili możesz przerwać seans, ale przecież nie chcesz, bo przyszedłeś po to, żeby 

wyzwolić się od niepokoju

od nerwicy, natręctw, wreszcie od pomocnika, którego sam wezwałeś na pomoc, a który cię zawiódł - wódki.

Więc leżysz cierpliwie, odpowiadasz na pytania, koncentrujesz się i słuchasz. Słuchasz opowieści o łące, drzewie, rzece i odpływających smutkach. O tym, jak nieznośnie śmierdzą papierosy i jak na samo wspomnienie alkoholu wywraca ci żołądek na lewą stronę. Podświadomość, otwarta na rozmowę prowadzoną w jej języku, chłonie te uwagi (jest bardzo wnikliwa i inteligentna), zatrzymuje dla siebie. W trakcie kolejnego i następnych seansów przyjmuje te uwagi, koduje i akceptuje jako własny sposób zachowania. Przyznaje rację: wódka jest nie do przyjęcia, spluwanie przez ramię idiotyczne, a papierosy duszą.

Po dziesięciu godzinnych seansach 90 procent alkoholików przestaje mieć problemy z piciem.

W podświadomości gromadzą się informacje uprzednio przetworzone i wyparte przez świadomość. Nadmiar informacji świadomych przechowuje się w podświadomości, jednakie w zupełnie już innej formie: symboli, sygnałów, stereotypów, kompleksów, zagrożeń

- Nie kryję, że mam doskonale wyniki w leczeniu alkoholizmu. Także lżejsze nerwice równie łatwo poddają się terapii. Jeśli chodzi o papierosy - jest znacznie gorzej. Nie potrafię jednoznacznie powiedzieć, dlaczego tak się dzieje. Być może bodziec powodujący chęć wyzwolenia się z nałogu alkoholowego okazuje się silniejszy. Zwłaszcza wśród ludzi o wyższym statusie społecznym. Ten nałóg dezorganizuje im bowiem życie, często narażając na lekceważenie, śmieszność, upodlenie. Papierosy atakują jedynie zdrowie, wódka dodatkowo osobowość - wyjaśnia Wojciech Górecki, biohipnolog wychowanek profesor Marii Szulc, postaci w świecie medycznym niezwykłej, niecodziennej. Prekursorki pracy z podświadomością w stanach rozchwiania osobowości. Kobiety niesłychanej dobroci, wielkiego serca, przez całe życie z pasją naukowca docierającej do najgłębszych pokładów psychiki człowieka po to, by ułatwić mu walkę ze swoimi słabościami, z którymi sam, na poziomie świadomym nie mógł sobie poradzić.

Kiedy Wojciech Górecki poznał profesor Szulc zaczął zadawać pytania, uzyskiwał odpowiedzi. Profesor dostrzegła w nim umiejętność nawiązywania kontaktu, chęć niesienia pomocy i - ze zdumieniem - zdolności bioenergoterapeutyczne.

Przez najbliższych dwanaście lat terminował u Marii Szulc. Wiele się nauczył, aż wreszcie sam, pod okiem mistrzyni zaczął przyjmować pacjentów. Po jej śmierci (przed trzema laty) przejął gabinet. Nazwał go Przychodnią im. prof. Marii Szulc.

- Pacjent musi przyjść świadom celów, jakie go do mnie przywiodły, mieć motywację do współpracy. Sam przeciw niemu, bez zgody - nie osiągnę żadnych efektów. On mówi, od czego chce się wyzwolić. Ja - za pomocą mojej wiedzy i praktyki - szukam w jego podświadomości "tablicy rozdzielczej" osobowości, "przełączników", które muszę wyłączyć, żeby zgasić "światełka" dotychczasowych zachowań, a włączyć "źródła" zachowań pożądanych, jakie obaj chcemy uzyskać...

Podświadomość nauczona już, że alkohol jest szkodliwy, zareagowałaby na niego jak na truciznę, przekazując taką informację do mózgu, do świadomości. Ta z kolei uruchomi reakcje identyczne z objawami zatrucia.

To groźna broń - podświadomość

ale także niesamowity sprzymierzeniec, jeśli tylko potrafimy się z nią porozumieć. Metoda psychostymulacji często przynosi efekty w chorobach, które opierają się medycynie konwencjonalnej. Nie bez powodu powiada się, że 90 procent niedomagań naszego organizmu ma podłoże psychosomatyczne. Umiejętne działanie psychoterapeuty potrafi zatem przynieść efekty tam, gdzie nie pomogą lekarstwa i zastrzyki.

- Jest zdumiewające, jakie zmiany zachodzą w ludziach po seansach, w których uczestniczą. To nie tylko pozbywanie się nałogów (także nadwagi, symptomów anoreksji), ale ogólne uspokojenie organizmu, a nawet zmiana wyrazu twarzy która staje się wygładzona, radośniejsza - stwierdza Wojciech Górecki.

- Zauważają to zwłaszcza obcujący na co dzień z pacjentem członkowie rodziny. Oni najczęściej mi o tym mówią, dziękując za pomoc udzieloną bliskiej osobie...

Ilu ludzi - tyle podświadomości. Do każdej potrzebny inny klucz. Kiedy jednak się już znajdzie - wszystko przebiega podobnie. Bardzo często pierwszy seans wyzwala w ludziach płacz, czują się skrępowani. Uspakaja ich wtedy, mówi, że to normalne. Potrzeba nam wypłakania się, żeby uciec od karzącego ojca, czy matki, do rodzica wyrozumiałego, przytulającego, wybaczającego. Szukamy w podświadomości momentu dziecka, tego czasu, gdy byliśmy szczęśliwi. Traktujemy go jako wzorzec, do którego pragniemy porównać nasze aktualne życie.

Każdy z nas ma w sobie przynajmniej dwa z trzech atawistycznych symboli: karzącego ojca, kojącej matki lub egocentryka. Temu pierwszemu trudno dogodzić, według niego zadanie zawsze jest ile wykonane. Matka - to osobnik delikatny, wrażliwy, uczuciowy. Egocentryk - zapatrzony w siebie egoista, który stale musi być w kręgu zainteresowania

Pierwsza konfrontacja jest fatalna. Po kolejnych sesjach dostrzegamy w sobie coraz więcej dobrego. Bo przecież każdy z nas rodzi się dobry. Zły staje się dopiero potem, kiedy w zderzeniu z życiem trzeba nakładać na siebie kolejne pancerze ochronne, w których coraz ciężej, niewygodniej, źle.

Uparci próbują walczyć sami. Otwarci - szukają pomocy u fachowców. Wszyscy - chcą żyć lepiej, a tu do Ery Wodnika wciąż daleko. Może więc po drodze warto wpaść do Góreckiego?

 
Uwaga: ta strona wykorzystuje pliki cookies. Więcej informacji o celu ich używania i zmianie ustawień przeglądarki znajdziesz tutaj. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie plików cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.

Czym są pliki "cookie" - „ciasteczka”?


Poprzez pliki „ciasteczka” należy rozumieć dane informatyczne, w szczególności pliki tekstowe, przechowywane w urządzeniach końcowych użytkowników przeznaczone do korzystania ze stron internetowych. Pliki te pozwalają rozpoznać urządzenie użytkownika i odpowiednio wyświetlić stronę internetową dostosowaną do jego indywidualnych preferencji. „Ciasteczka” zazwyczaj zawierają nazwę strony internetowej z której pochodzą, czas przechowywania ich na urządzeniu końcowym oraz unikalny numer.

Pliki cookies, wykorzystywane są w celu: tworzenia anonimowych, zagregowanych statystyk, które pomagają zrozumieć w jaki sposób użytkownik korzysta ze stron internetowych dostosowanie zawartości i wyglądu strony do preferencji użytkownika

Używane ciasteczka na naszej stronie


  1. PHPSESSID - identyfikator sesji użytkownika
  2. PersistentQueueNumber,manageableQueueCookie0,goodsport – przechowuje kolejkę zdjęć
  3. offerclient - sesja klienta
  4. CMS_DEBUG – debugowanie strony
  5. jsltTestCookie – testowe ciasteczko
  6. CookieInfo - informacja o wyświetleniu powiadomienia dotyczącego użycia przez stronę plików cookies
  7. __utmaa, __utmab, __utmac, __utmaz - używane są przez usługę Google Analytics która pozwala na generowanie statystyk strony www
  8. ADMS_ID, storeregion, mbox, georouting_presented, BANNER_TYPE, s_pers, s_vi - adobe.com
  9. x-src, datr - używane przez facebook.com

Zmiana ustawień ciasteczek (cookies) w przeglądarkach:


- Opera
- Firefox
- Internet Explorer
- Chrome
- Safari

Wyłączenie akceptacji ciasteczek znacznie ogranicza funkcjonalność większości podstron witryny.